» Numer 22


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





SIWIEC WIEDZIE NAS DO UNII

    20 maja gościli w Ostrzeszowie: wojewoda wielkopolski Andrzej NOWAKOWSKI oraz minister stanu ds. bezpieczeństwa narodowego w Kancelarii Prezydenta - Marek SIWIEC. U starosty Lecha Janickiego goście spotkali się z burmistrzami i wójtami Ziemi Ostrzeszowskiej. Ponadto, już sam wojewoda, odwiedził podlegające jego urzędowi przedsiębiorstwo "Pollena". Zawitał też do Kobylej Góry, gdzie wraz z gospodarzem gminy, wójtem Jerzym Przygodą oraz przewodniczącym tamtejszej Rady - Eugeniuszem Mortą podziwiał oddaną niedawno do użytku halę sportową, pospacerował nad zalewem, potem zaś spojrzał na piękną, ostrzeszowską ziemię z najwyższego szczytu Wielkopolski - z Kobylej Góry.


    Jednakże głównym punktem wizyty w Ostrzeszowie obu polityków był ich udział w spotkaniu z młodzieżą ze szkół ponadgimnazjalnych naszego powiatu. Spotkanie, które odbyło się na auli ZS nr 1, dotyczyło spraw związanych z akcesją Polski do UE. Miało też na celu przekonać młodych ludzi (i nie tylko ich) do udziału w referendum i oczywiście głosowania w nim na "tak".
    Minister Siwiec zaraz na wstępie podał swoje argumenty za przystąpieniem do Unii. Za główny uznał jakość funkcjonowania państwa - jakość prawa, demokracji, relacji między obywatelem a urzędem, władzą a społeczeństwem. Argumentując, wspomniał o zwalczaniu korupcji - tak, jakby wyłącznie Francuz lub Niemiec mógł zobligować polskiego urzędnika do uczciwości.
    "Jeśli w waszym powiecie, mieście będzie mądrze zorganizowana władza, umiejąca sięgać po pieniądze z UE, to będą one w zasięgu ręki" - zapewniał. Młodzieży pokazał zaś "dyżurną marchewkę", czyli możliwość podróżowania, poznawania świata. Tylko w jaki sposób sfinansować te podróże? Zachęcał do aktywności, bo integracja europejska nie zakończyła się. Przyrównał Europę do pędzącego pociągu, w którym nie powinniśmy być jedynie pasażerami.
    Wojewoda A. Nowakowski swoje wstępne wystąpienie rozpoczął od historii, nawiązując do chwalebnej nazwy szkoły - im. Powstańców Wlkp.
    "Stoimy przed wyborem, czy Polska będzie krajem rozwijającym się szybko, czy wolno?" - mówił. Stwierdził, że wykorzystanie w 80% przyznanych nam środków pomocowych byłoby sukcesem. Przekonywał, że Wielkopolska jest przygotowana do skorzystania z unijnej oferty.
    Pierwsze pytania z sali dotyczyły opieki lekarskiej w UE. W każdym kraju jest ona inna, zależna od socjalnych możliwości państwa.


    Młodzież zachęcana przez M. Siwca do zadawania trudnych pytań, coraz swobodniej brała udział w dyskusji. Pytano o szerzącą się biedę i ludzi bezrobotnych w zjednoczonej Europie, wyrażano pretensje pod adresem Kołodki. Wiele radości na sali spowodowało życzenie młodego człowieka, by polski policjant mógł swemu koledze z Unii powiedzieć, że też prowadzi BMW, a nie poloneza.
    "Nasi policjanci też już mają szybkie samochody" - ripostował Siwiec. Poza tym lepiej, by ten policjant miał w samochodzie końcówkę komputera z bazą danych". Zapewnił także, iż podniesienie bezpieczeństwa Polaków to jedna ze spraw, w której poprawę dostrzeżemy najszybciej.
    Pytania zadawały także znajdujące się na sali osoby dorosłe. Radna Iwona Wiorek wyraziła wątpliwość, czy znowu nie jesteśmy za bardzo skierowani w jedną stronę - ku Zachodowi, tak jak ongiś byliśmy zachwyceni "wielkim bratem" ze Wschodu? Czy przy tych "wielkich braciach" jako naród nie stajemy się mali? Stwierdziła też, że władze polskie nie są przygotowane do korzystania z dobrodziejstw UE. Kto za to odpowiada? - pytała radna.
    M. Siwiec wyraził zdziwienie z porównania Unii do imperium sowieckiego. Przypomniał, że UE jest klubem dobrowolnie zrzeszających się państw, rezygnujących z części swojej suwerenności na rzecz rozwoju. Odnosząc się do naszego przygotowania powiedział, że zależeć to będzie od władz lokalnych, które w razie złego rządzenia należy wymienić.
    W murach szkoły nie mogło zabraknąć pytań o możliwość nauki i podjęcia pracy w krajach Unii. Jest podpisana przez Polskę konwencja o uznawaniu dyplomów, co potwierdził Jarosław Piegała z Kuratorium Oświaty, ale dotyczy ona dalszego kształcenia. Gorzej, jeśli chce się podjąć pracę. Wygląda na to, że zaraz po akcesji to się nie zmieni. Zdaniem Siwca dziś najpewniej można otrzymać pracę w Skandynawii - w tamtejszej służbie zdrowia. O szansach w innych specjalnościach nie mówiono. Miejmy nadzieję, że cała młodzież ostrzeszowska nie ruszy na podbój Szwecji.
    Były jeszcze rozważania nt. rzemiosła i handlu. I tu nic konkretnego, tylko frazesy o naszych tradycyjnych produktach dobrej jakości, co ma zapewnić rozkwit. A jeśli już firmy i małe sklepy będą upadać, to w ich miejsce powstaną nowe.
    Reasumując - nazbyt świetlanej przyszłości goście nie obiecywali i to chociaż uczciwe z ich strony. Przyznawali, że wzrosną niektóre ceny, a i bezrobocie długo nie spadnie. Jednak rzucanie przez ministra Siwca haseł typu: "My chcemy grać w pierwszej lidze", wprawdzie krzepi narodową dumę, ale wydaje się być równie realne, jak budowanie trzeciej Polski i drugiej Japonii.
    Zaraz po spotkaniu rozpoczęła się zaimprowizowana naprędce konferencja prasowa z dość licznym udziałem dziennikarzy prasy, radia i TV. W ogniu pytań znalazł się przede wszystkim minister Siwiec:

    Nawiązując do wystąpienia papieża, który opowiedział się za UE, jak pan ocenia wystąpienia tych polityków, którzy mówili, że papież tak jednoznacznie wypowiedział się za integracją Polski z Unią, ponieważ być może nie zna traktatu akcesyjnego?
    Byłem w sali sejmowej, gdy cztery lata temu papież Jan Paweł II przekazał przesłanie do Polaków, które miało jednoznacznie wymiar proeuropejski. W Polsce różne partie na haśle "Europa" zaczęły zbijać kapitał polityczny. Wczoraj na placu św. Piotra papież dał przesłanie absolutnie jednoznaczne - Europa z Polską, Polska w Europie. Ci wszyscy, którzy kalkulowali na dwuznacznościach, niedopowiedzeniach tego, co ma do wyrażenia autorytet Ojca Świętego, przeżyli moment kompromitacji. Mnie imponuje konsekwencja, wyobraźnia i odpowiedzialność papieża.
    Jednakże papież wielokrotnie też wspominał o zagrożeniach wiążących się z przystąpieniem do Unii Europejskiej. Tymczasem mało jest organizowanych spotkań, na których mogliby swoje poglądy wygłaszać także ci, którzy mają opinię niechętną Unii.
    Nie możemy mylić dwóch rzeczy. Po pierwsze - relacji zwolenników i przeciwników Unii, one są jednoznacznie na korzyść zwolenników przystąpienia do Unii. To, że mniej słychać przeciwników, to jest rzecz zrozumiała. Po drugie - uczestniczę już w którymś spotkaniu i nie dostrzegam "owczego pędu" ku Europie. Jest dużo kalkulacji, refleksji i wątpliwości, które są wyrażane również przez zwolenników. Dla mnie wczorajsza wypowiedź Ojca Świętego to jest właśnie taka kondensacja myślenia z wątpliwościami. Nie w kategoriach pewności, tylko szansy, którą sobie tworzymy.
    Pańska największa wątpliwość dotycząca przystąpienia Polski do UE?
    Moja największa wątpliwość wypływa stąd, że Unii trzeba się nauczyć. To nie jest metafizyka, przedmiot westchnień, los, szczęście. Jest to po prostu kawał wiedzy w dziedzinie finansów, ekonomii, kontaktów publicznych... Trzeba się po prostu tego "obryć". Mówiono dzisiaj o przygotowaniu administracji samorządowej. To musi być w każdym urzędzie, obojętnie jakiego szczebla. Taki "obryty" facet będzie wiedział, czy Unia jest zainteresowana danym tematem, w jakim trybie, jak należy funkcjonować w tych procedurach, które zostały zapisane. To jest moja wątpliwość - czy nam się będzie chciało "wyryć" do tego egzaminu.
    Proszę o odniesienie się do słów byłego ministra obrony narodowej, który powiedział, że takie przedsięwzięcie, jak misja w Iraku, odbędzie się kosztem możliwości obronnych armii w naszym kraju?
    150 tys. osób noszących dziś mundury to ludzie o różnym stopniu wyszkolenia. Mniej niż połowa z nich nosi broń. A jak z tej liczby wyjąć jeszcze 2 tys. sprawnych, wyszkolonych, znających języki, dobrze uzbrojonych, to jakby wyjąć krem z ciastka. Oczywiście z punktu widzenia obronności, rozumianej jako zdolność odparcia agresji, to jest osłabienie. Jednak ci ludzie jadą na 1 rok. Przejdą tam rok szkolenia, jakiego na żadnym poligonie w warunkach pokojowych by nie przeszli. To się polskiemu wojsku po prostu opłaca - żołnierzom, dowódcom, sztabowcom.
    Największą w tej chwili niewiadomą jest stosunek ludności cywilnej do tego wojska. Oczywiście jest problem z klimatem, obcowanie z inną kulturą... Natomiast jak będą zachowywać się liderzy ugrupowań szyickich wobec armii stabilizacyjnej (można tu użyć kilka mniej eleganckich określeń), tego jeszcze nie wiadomo. Drugi problem, to determinacja ugrupowań terrorystycznych.
    Poprzednim razem, gdy był Pan w Ostrzeszowie, doszło do zdarzenia, które zbulwersowało wielu Polaków, w tym ostrzeszowian. Wielu jeszcze domaga się przeprosin. Czy zamierza Pan przeprosić mieszkańców Ostrzeszowa?
    Procedura prawna związana z tym faktem jeszcze się nie zakończyła. Chciałbym odróżnić tych, którzy skarżyli się z potrzeby serca, od tych, którzy inspirowani wypełniali pewne formularze. Jeśli ktoś poczuł się obrażony zaistniałą sytuacją, wyrazy ubolewania wyraziłem natychmiast. Mogę je powtórzyć, bo uczucia religijne są tego rodzaju, że zawsze ma rację ten, kto się czuje obrażony - niezależnie od intencji, zamiaru, sytuacji. Każdemu, kto się w sposób szczery i uczciwy czuł tą sytuacją obrażony, należą się z mojej strony słowa ubolewania i jestem gotów je wyrazić. W kontekście czasu, który upłynął, również w kontekście moich kontaktów z nuncjaturą apostolską, sprawa ta nie ma dzisiaj charakteru skandalu, a raczej pewnego epizodu, który nie był chwalebny, ale w żaden sposób nie wpłynął na te wielkie procesy, które się toczyły.



    Podczas konferencji padły też pytania adresowane do wojewody A. Nowakowskiego.

    Rano spotkał się Pan u pana starosty z wójtami i burmistrzami powiatu ostrzeszowskiego. O czym rozmawiał Pan wojewoda z wójtami i burmistrzami? Czy było to tylko z ich strony narzekanie na brak pieniędzy?
    W ogóle nie było narzekania, natomiast rozmawialiśmy nt. sytuacji powiatu, niektórych wydarzeń oraz występujących potrzeb. Rozważaliśmy, jak niektórym sprawom pomóc, jak zdobyć środki finansowe.
    Widocznie burmistrzowie i wójtowie narzekają tylko przed mediami.
    Czy przed mediami, tego nie umiem powiedzieć, natomiast myślę, że narzekają bardzo konstruktywnie.
    A jakie potrzeby uznano za najpilniejsze?
    Rozmawialiśmy, jak samorządy poradzą sobie, gdy przyjdzie 1 maja 2004 r. (staniemy się członkiem UE), kiedy będą przed nimi postawione określone środki finansowe i procedury z tym związane. Rozważaliśmy też, ile samorządy muszą mieć pieniędzy, na jakie inwestycje, aby móc z tych środków skorzystać i osiągnąć korzyści.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow