» Numer 41


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





"Cholerna" woda?

     Woda - źródło życia, nieoceniony skarb. Ale czy zawsze? Zrządzeniem losu może zaistnieć sytuacja, że to źródło życia bije z czeluści śmierci.
     Zwrócił na to uwagą jeden z czytelników, sugerując, że nieopodal masztu telewizyjnego pod Mikstatem ma powstać ujęcie wodne na starym cmentarzysku. Prace już się rozpoczęły i - jego zdaniem - są prowadzone w miejscu zbiorowych mogił ofiar cholery.


     Podążając za głosem czytelnika udaliśmy się w kierunku Kaliszkowic Kaliskich. Pan Jan Braun był pierwszym naszym rozmówcą. Owszem, słyszał o krzyżu stojącym nad zbiorową mogiłą, ale ponieważ mieszka w tych stronach od niedawna, niewiele umiał powiedzieć.
     Trafiliśmy do następnego domu, gdzie powitała nas serdecznie, elegancka starsza pani Janina Pauś. Zaraz też zaczęła opowieść:
     "Przed laty, w czasie I wojny światowej panowały ciężkie zimy. Wtedy też wybuchła epidemia cholery. Ludzie umierali masowo. Przez śniegi nie szło ich dowieźć do Kotłowa, gdzie wówczas była parafia. Trzeba więc było robić pochówek w innych miejscach. Ilu zostało zakopanych tutaj - nie wiem. Z opowieści ojca wynikało, że w miejscu, gdzie chowano zmarłych, ustawiono krzyż. Najprawdopodobniej ten sam krzyż stoi od samego początku. Wiele lat temu dolna jego część zbutwiała i krzyż runął. Wkopano go ponownie, z tym, że jest nieco krótszy."
     Co zaś się tyczy wody, p. Janina przyznaje, że jest ona potrzebna, chociaż nieco powątpiewa, czy uda się ją tu znaleźć. Wskazuje nam także miejsce, gdzie znajdowała się zbiorowa mogiła. Jedziemy tam. Stary, zbutwiały krzyż stoi na skraju lasu, jednakże wcale niełatwo dostrzec go wśród coraz wyżej porastających drzew. Kilka wypalonych zniczy zdaje się świadczyć, że zaglądają tu ludzie z okolicznych domostw. Kilkadziesiąt metrów od krzyża urządzenia wiertnicze. To tutaj ma powstać nowe ujęcie wody. Mówi się o wywiercie 80-metrowym. Niestety, w dniu naszego pobytu nikogo z pracowników tam nie zastaliśmy. Jednak przekonaliśmy się co do dwóch spraw: odwierty rzeczywiście odbywają się bardzo blisko miejsca domniemanego pochówku chorych na cholerę, ale nie są prowadzone w samej mogile. Nasuwa się pytanie: Czy bliskość tych miejsc jest do pogodzenia?


     Po drodze rozmawiamy z pracującymi w polu mieszkańcami wioski.
     "Studnia jest konieczna, bo często brakuje wody" - mówi pierwszy rolnik.
     "Nie mam nic przeciw, by budować studnię - mówi kolejny - ale marne są szanse, aby tam była woda."
     Wiemy już, że niewielkie pole w kształcie trójkąta, na którym znajduje się krzyż oraz czynione są odwierty, należy do p. Tadeusza Mielcarka. Zastajemy małżonkę gospodarza p. Helenę oraz syna Wiesława. Właśnie od niego dowiadujemy się o kronice, będącej w posiadaniu proboszcza parafii kotłowskiej, w której spisane zostały dzieje dotyczące epidemii cholery w tym rejonie. Jednak mowa jest o XVII wieku, a nie o I wojnie światowej. "Kiedyś ludzie opowiadali, że to były niedawne czasy, jednak kronika mówi inaczej, a to wg mnie najbardziej wiarygodne źródło" - dodaje p. Wiesław. Trudno temu zaprzeczyć, choć sam przyznaje, że o miejscu znajdującym się na ich gruntach nie ma wzmianki w kronice. Rozmowa u państwa Mielcarków potwierdza, że w okolicach wspomnianego krzyża na pewno byli grzebani ludzie. "To była kiedyś ziemia uprawna - mówi p. Wiesław. Wuj opowiadał, że jak przed laty tam orali, to często natrafiali na ludzkie kości. To spowodowało, że wraz z ojcem postanowili posadzić w tym miejscu las. Było to gdzieś przed 40 laty. Cmentarz jest właśnie tam, gdzie stoi las, zaś studnię oni kopią dalej, w miejscu, gdzie nikt nie był chowany."


     Zaczynamy rozmowę na temat wody. Z wypowiedzi wynika, że już przed 20 laty były tam prowadzone badania. Znaleziono silne źródło, z którego woda wypływała na powierzchnię. Wówczas jednak zaniechano budowy studni głębinowej. Teraz potrzeby gminy są większe i często musi czerpać wodę z sąsiednich miejscowości.
     "To pole, gdzie wiercą, wydzierżawiliśmy na rok. Jeśli znajdą tam wodę, to gmina ten kawałek gruntu wykupi" - pada w rozmowie. Sami państwo Mielcarkowie nie mają problemów z zaopatrzeniem w wodę, ale życzą, by znaleziono tam wodę tak potrzebną okolicznym mieszkańcom.
***
     Pora wracać. Nie z każdym udało nam się porozmawiać. Jednakże, aby rozwiać rodzące się wątpliwości, o opinię poprosiliśmy p. Zofię Srokę - kierownika sekcji higieny w ostrzeszowskim sanepidzie.
     "W ostatnich dziesięcioleciach przypadku cholery na pewno nie było. Jeśli jest tu mogiła zbiorowa np. żołnierzy, to odległość 50 m wystarczy. Przecież już po 40 latach od ostatniego pochówku przestają istnieć cmentarze i jeśli przyczyną zgonu nie były choroby zakaźne, to nie ma przeciwwskazań. Gdyby przyjąć za pochówek datę I wojny, to szczątki są już zmineralizowane. Z tym, że jeśli są tam bakterie beztlenowe, to mogą one wywoływać zachorowanie, bowiem niektóre bakterie mają bardzo długi okres przeżywalności. Jeśli ta studnia byłaby włączona do użytku publicznego, potrzebna jest zgoda wydziału ochrony środowiska. Przy studniach głębinowych są 2-3 warstwy nieprzepuszczalne. Mimo odległości ok. 50 m wody gruntowe mogą przepływać. W sumie jeśli były tam grzebane osoby zmarłe z powodu zakaźnej choroby, to należałoby się zastanowić nad korzystaniem z ujęcia wodnego."
     Taka pokrótce jest opinia przedstawiciela sanepidu.
     Decyzja w tej sprawie należy do MiG Mikstat, a także mieszkańców zainteresowanych wiosek. Rozumiem starania rolników z Kaliszkowic - woda jest im potrzebna, a nowe ujęcie ten problem mogłoby rozwiązać. Być może rację mają ci, którzy w istnieniu mogiły sprzed stu lub nawet trzystu lat, nie widzą problemu. Sanepid też nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Wątpliwości wszakże pozostają, bo co będzie, jak się okaże, że to "cholerna" woda? Może warto poszukać w pobliżu innego źródła, w którym woda krystalicznie czysta, a intencje inwestora niczym niezmącone.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow