» Numer 41


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Zostałem aresztowany jako szpieg

    Niedawno gościł w Ostrzeszowie EYWIND GRUNDT - obywatel Norwegii, którego ojciec przebywał w czasie wojny w tutejszym obozie jenieckim. Pan Grundt ma w naszym mieście wielu przyjaciół, jest też fundatorem licznych pamiątek dla ostrzeszowskiego muzeum.



    Która to Pańska wizyta w Ostrzeszowie?
    Jestem tu po raz 15. Pierwszy raz przyjechałem do waszego miasta w 1982 r.
    Jak na przestrzeni kolejnych lat i pobytów u nas postrzega Pan Ostrzeszów?
    Miasto bardzo mi się podoba, jego budynki, widoki... Dużo zmieniło się na lepsze przez ten czas. Gdy przybyłem do Ostrzeszowa po raz pierwszy, trwał stan wojenny i rządził Jaruzelski. W sklepach brakowało jedzenia, a wszystkie domy były szare. Był wtedy w mieście tylko jeden hotel. Mój przyjaciel mówił o nim - to nie jest hotel, to jest katastrofa. Teraz hoteli przybyło, a budynki są pomalowane kolorowo, sklepów też jest bardzo dużo.
    Co jest Panu szczególnie bliskie?
    Muzeum. Pracujemy cały czas, aby dopomóc tutejszemu muzeum i wyjaśnić wiele rzeczy. Współpracuję również z dużymi muzeami w Oslo. Mam też kontakty z ambasadą Norwegii w Polsce.
    Przypuszczam, że miłość do muzeum wiąże się również z ekspozycją poświęconą więźniom norweskim, skoro Pański ojciec był w czasie wojny jeńcem w tutejszym obozie.
    Na pewno ma to znaczenie.
    Czy ojciec opowiadał o pobycie w ostrzeszowskim obozie jenieckim?
    Mówił bardzo mało na ten temat. Miałem wówczas 13 lat, ale doskonale znam nazwę obozów, w których przebywał, bowiem przysyłał listy z tych miejsc. Postanowiłem je odwiedzić. Pamiętam, jak tata opowiadał mi o mieście leżącym niedaleko Poznania. Jeżdżąc jako wysłannik Czerwonego Krzyża pytałem, czy ktoś wie o jeńcach norweskich. Ale nikt nic nie wiedział. Kilka miesięcy później znów przyjechałem do Polski, szukając miasta o nazwie Schildberg. Nie znalazłem miasta o tej nazwie, tylko Ostrzeszów.
    Jak wyglądało pierwsze spotkanie z Ostrzeszowem?
    Było to podczas rządów Jaruzelskiego. Zacząłem robić zdjęcia i szybko zostałem aresztowany. Policja myślała, że jestem szpiegiem, gdyż zrobiłem zdjęcie budynku MO oraz domu partii. Chciałem jedynie uwiecznić miejsca związane z wydarzeniami wojennymi. Następne wizyty były już przyjemniejsze.
    Co tym razem sprowadza tutaj Pana?
    Przyjechałem przede wszystkim do muzeum, przywiozłem dużo książek, mundur, zdjęcia i inne pamiątki. Część zostawiłem jeszcze u siebie, bo nie jestem w stanie tego przewieźć. Chciałbym pomóc tu zbudować lepsze i większe muzeum. Mam też zamiar napisać książkę na ten temat.
    Wiem, że spotkał się Pan z burmistrzem Stanisławem Wabnicem, o czym rozmawialiście?
    Chodziło o utrzymanie kontaktów, najważniejsze sprawy zostały wcześniej postanowione. Teraz było to przyjacielskie spotkanie. W czasie wystawy rozmawiałem też z księdzem proboszczem. Nie jestem katolikiem, ale to nie gra żadnej roli.
    Nie przyjechał Pan do nas sam. Proszę przedstawić swoich najbliższych.
    Przyjechałem z żoną i wnukiem. Mam dwoje dorosłych już dzieci - córkę i syna oraz troje wnucząt. Z najstarszym Aleksandrem przybyliśmy do Ostrzeszowa. Sam zdecydował o przyjeździe tutaj. Chcemy mu pokazać Oświęcim, Wieliczkę i oczywiście Kraków. Stamtąd pojedziemy aż do Sopotu. Jemu również w Ostrzeszowie bardzo się podoba, jest tylko pewna granica językowa.
    Dziękuję za rozmowę i zapraszam ponownie do Ostrzeszowa.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow