» Numer 47


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Tylko jeden strzał

    Rozpoczął się sezon polowań. 16 listopada członkowie Koła Łowieckiego nr15 - "Szarak" z Międzyborza o godzinie 8.00 stawili się w leśniczówce Omieciny, by wziąć udział w pierwszym w tym sezonie polowaniu. Nic nie zapowiadało nieszczęścia.


Poluję już 28 lat i jeszcze takiego wypadku nie widziałem - mówi p. T. Pawłowski

    Po odprawie, pouczeniu z zakresu bezpieczeństwa i rozdaniu kartek stanowiskowych myśliwi wyjechali w las. Było ich 14 - wszyscy członkowie koła oraz dwóch prowadzących - p. Tadeusz Pawłowski i Radosław K. Prowadzący "podzielili się" myśliwymi (po 7 każdy) i rozprowadzili swoje grupy.
    Na dźwięk sygnałówki rusza nagonka. Pierwszy miot (teren wyznaczony do polowania) okazuje się pusty, drugi również, podobnie jest z trzecim. Wreszcie czwarty miot. Zbliża się południe. Dziki wyskakują na flankę jednemu z myśliwych. Jest szansa na zdobycz. Pada strzał. Jeden jedyny i ostatni w tym polowaniu. Kula, prawdopodobnie rykoszetem, trafia w myśliwego na sąsiednim stanowisku, rani go. Polowanie zostaje przerwane. Obecni na łowach lekarze - dr K. z Ostrowa i prof. Sz. z Wrocławia udzielają poszkodowanemu pierwszej pomocy. Natychmiast też wezwane jest pogotowie. Ranny 41-letni myśliwy nie traci przytomności, cały czas rozmawia z towarzyszami, ale widać, że postrzał jest groźny. Koledzy wynoszą go na kurtkach na skraj drogi, skąd zabiera go pogotowie. Polowanie zostaje zakończone, tego dnia nie pada już w tym miejscu ani jeden strzał. Wszyscy są przejęci losem swego kolegi. Okazuje się, że konieczna jest operacja.


    Kiedy w poniedziałek rozmawiamy z lekarzem - ordynatorem oddziału chirurgicznego w ostrzeszowskim szpitalu, mówi, że stan rannego jest poważny, ale stabilny. Mężczyzna doznał rany postrzałowej jamy brzusznej. Jest już po operacji, w czasie której usunięto mu również część uszkodzonego jelita.
    Finału tego polowania na pewno nikt nie był w stanie przewidzieć.


    "Takie wypadki zdarzają się niezwykle rzadko - mówi prowadzący to polowanie, gospodarz łowiska i zarazem strażnik łowiecki - T. Pawłowski. Ja poluję już od 1975r. i nigdy nic podobnego się nie przydarzyło. W chwili wypadku myślałem tylko, aby jak najszybciej udzielić pomocy rannemu, a następnie zabezpieczyć miejsce zdarzenia, by policja mogła przeprowadzić oględziny. Czy będziemy polować dalej? Tak, na pewno tak. Przecież to był nieszczęśliwy wypadek, a wypadki mogą zdarzyć się wszędzie".
    Miejmy nadzieję, że już wkrótce na polowanie ruszy też ranny mężczyzna, któremu życzymy jak najszybszego powrotu do zdrowia i do kniei!

S. Szmatuła


1994 - 2007 © Borkow