» Numer 47


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





ZAJĄCOM NIE DO ŚMIECHU

    Opowiada się różne dowcipy, których bohaterami są myśliwy i zając, poeci pisali wiersze o tym sympatycznym mieszkańcu naszych lasów i pól, kiedyś w szkole śpiewaliśmy piosenkę: "Siedzi sobie zając pod miedzą, pod miedzą, a myśliwi o nim nie wiedzą, nie wiedzą..." Oj wiedzieliby, wiedzieli, gdyby one były. Dziś zając to wielki rarytas, rzadkość, sensacja. Dlaczego? O to i o inne szczegóły zapytałem myśliwego p. Bolesława Pokusę ze Szklarki Przyg. Tak się złożyło, że p. Bolesław przez ostatnie dwa dni z rzędu był na polowaniu dewizowym - przyjechali goście z Moskwy. I co? Nie upolowano żadnego szaraka, jednego tylko widzieli naganiacze. Za to trafiono 6 lisów, na ok. 20 strzelanych, 1 jenota (kilka strzelanych). "W latach 70. na polowaniu strzelaliśmy ponad 100 zajęcy. Ostatniego upolowałem ok. 10 lat temu podczas polowania wigilijnego. W tej chwili takich typowo "zajęczych" polowań nie organizuje się, szkoda czasu, a polowanie tzw. wigilijne polega na strzelaniu zwierzyny grubej. Przybywa jelenia, poprawia się stan dzików, gorzej dzieje się z sarną"- mówi p. Bolesław.
    Jakie są przyczyny tak małej populacji zająca? Przyczyn tych jest wiele, są złożone. Od lat 60. notuje się systematyczny spadek liczby zajęcy. W ciągu 40 lat ich pozyskanie spadło o 90%. W Polsce zachodniej odstrzał zajęcy ma już charakter okazjonalny. Od 1984r. stan zajęcy w Europie ciągle maleje. Głośna stała się sprawa zbyt dużej ilości lisów, bodajże wroga nr 1 zajęcy. Jednak jeszcze niebezpieczniejszy, choć mniej liczny jest jenot, ponieważ jest trudniejszy do wytępienia - zimą śpi, a w lecie ma okres ochronny i rozmnaża się o 100% szybciej niż lis (nawet do 12 młodych w miocie). Dużo szkody robią ptaki drapieżne, głównie kruki i sokoły, które są pod ochroną, oraz wrony. Kruki zakładają wcześnie gniazda, bo już na przełomie II-III, a więc wtedy, gdy rodzą się pierwsze zajączki (marczaki). Kruk jeszcze w latach 60. w Wielkopolsce był rzadkością. Psy i koty, zwłaszcza te zdziczałe, to następni wrogowie zająca. Gorsze są koty, bo potrafią przyczaić się na zająca. Skąd biorą się te zdziczałe kotki i pieski? Bardzo proste - ich opiekunowie wywożą je z domu i zostawiają na łasce losu. "W pobliżu Kotowskiego spotkałem kiedyś dwa wycieńczone z głodu psy. Musiały to być wierne stworzenia, skoro nie poszły do pobliskich zabudowań ani nie udały się w las za pożywieniem; czekały po prostu na swego "pana" w miejscu, w którym je zostawił. Zgłosiłem ten fakt burmistrzowi, a on przysłał straż miejską. Jednego schwytano, tego, który nie był już w stanie uciekać"- opowiada p. Bolesław.
    Inne powody, dla których zajączków tak drastycznie ubyło: skomasowane gospodarstwa rolne, mniejsza różnorodność upraw, chemizacja rolnictwa (popularny w latach 60. DDT - bardzo toksyczna trucizna stosowana do zwalczania szkodników, oraz inne środki ochrony roślin i nawozy mineralne w nieodpowiednich dawkach), mechanizacja, intensywne zabiegi agrotechniczne. Młode zające giną głównie w trakcie koszenia żyta na zielonkę, lucerny, koniczyny oraz koszenia łąk. "Rolnik koszący kosą lub konną kosiarką łatwiej mógł zauważyć małe zajączki i mógł je ewentualnie przenieść w bezpieczne miejsce. Gdy na polu pracuje kosiarka rotacyjna lub kombajn, zwierzęta maja małe szanse przeżycia"- twierdzi mój rozmówca.
    Zając jest zwierzęciem ruchliwym, zwłaszcza nocą, często przebiega w poprzek dróg - szaraki giną masowo w światłach reflektorów. W latach 60., jeżdżąc motocyklem, sam co najmniej trzy razy potrąciłem zająca. Spustoszenie wśród zajęcy robią pasożyty i choroby. Posocznica krwiotoczna (zaraza zajęcza) potrafi zniszczyć 90% ich populacji. Chorobę tę roznoszą komary, pchły i kleszcze.
    Pan Pokusa od ub. roku prowadzi hodowlę dzikich królików, aby odsprzedawać je kołom łowieckim w celu zasiedlenia łowisk. Króliki są trudniejsze do upolowania przez drapieżniki (chowają się w nory), są odporniejsze, ale mimo to muszą być szczepione. Z królika myśliwy ma mniejszy pożytek, waży on bowiem o połowę mniej niż zając. Z kolei w miocie jest więcej młodych.
    Wspomnieć jeszcze należy o kłusownictwie, za które kary są żadne albo symboliczne. Dawniej traktowano je jako kradzież "ruchomego mienia" (króla, księcia itp.). Również zmiany klimatyczne nie są obojętne dla dzikiej zwierzyny: częste ostatnio powodzie, słoty i chłody w czasie rozrodów przyczyniają się do zachorowań zwłaszcza osobników młodych. Niebezpieczne są wczesnowiosenne nawroty zimy, które w dużym stopniu wyniszczają marczaki. Na koniec dodajmy jeszcze wypalanie traw oraz stres cywilizacyjny powodowany przez urbanizację kraju, rozbudowę sieci szlaków komunikacyjnych o dużym natężeniu ruchu kołowego, a otrzymamy bardzo smutny obraz tego, w jakich warunkach przyszło żyć dzikim zwierzętom, w tym zającom, które u nas, zwłaszcza te grudniowe, mocno wrosły w bożonarodzeniową tradycję. Trudno obecnie zauważyć wiszącego na balkonie czy za oknem kruszejącego szaraka. Oby nie był on znany naszym wnukom i prawnukom tylko z filmów, obrazków czy jako zabawka. Prośmy o to św. Rocha i Huberta. Pocieszające jest jednak to, że od kilku lat stopniowo zaczyna wzrastać liczebność pogłowia zajęcy.
    Teraz trochę innych ciekawostek, jakie usłyszałem od p. Bolesława. Strzela się tylko do biegnącego zająca, nie robi się tego, gdy stoi słupka (stoi na tylnych skokach i obserwuje) lub leży w kotlinie. Szarak potrafi doskonale pływać, choć na ogół unika środowiska wodnego. Odzywa się rzadko, w razie śmiertelnego zagrożenia wydaje głos zwany kniazieniem. Zając poruszając się, kluczy, tzn. zmienia kierunek. W pewnym miejscu wykonuje manewr zwany kominkiem, co polega na odsadzeniu się potężnym skokiem od swego tropu, aby zapaść w sen dzienny (pewnie dla zmylenia ewentualnego tropiciela). Aby taką drzemkę sobie uciąć, kicaj (tak też czasem nazywają zająca) wygrzebuje sobie w ziemi dołek zwany kotliną, często pod wysoką skibą lub pod pniem drzewa - to dla ochrony przed wiatrem. Zimą pozwala się niekiedy przysypać padającemu śniegowi. Śpi nieruchomo na brzuchu, ze słuchami (uszami) przyciśniętymi do grzbietu, z zamkniętymi trzeszczami (oczami) - wbrew temu, co się powszechnie sądzi. Gody (okres rui), zwane parkotami, zaczynają się w styczniu lub lutym i ciągną się do sierpnia włącznie. Oznaką parkotów są "gonitwy weselne", kiedy to gachy (samce) biegają za pomykającą przed nimi samicą. Tych rywali jest czasem kilku, więc biorą się za łby i wydzierają sobie turzycę (sierść). W jednym miocie rodzą się 3-4 młode (2-4 mioty w roku). Dowiedziałem się jeszcze, że gody u jeleni to rykowisko, u danieli - bekowisko, u dzików - chuczka. Mały ogonek zająca w żargonie myśliwskim jest nazywany omykiem, a nogi skokami. Same zaś zające to "koty". W północnej Europie i Azji żyje zając bielak, o futrze zimą całkowicie białym, większy od szaraka pospolitego, w Polsce nieliczny.

Ryszard Pala


1994 - 2007 © Borkow