Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 02


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Żłóbek - mały kawałek historii Kościoła

    Gdy wśród uroczystej ciszy świętej nocy Bożego Narodzenia udaliśmy się do kościoła, witał nas w nim, gdzieś obok ołtarza, żłóbek - zainscenizowany przy pomocy figur - obrazek z życia Świętej Rodziny. Najświętsza Panna z nowo narodzonym Dzieciątkiem na sianie, nad nimi schylony św. Józef, obok nieodmiennie "bydlątka" - wół i osioł, nieco dalej nadbiegający pasterze, a prócz tego inne jeszcze postacie i rekwizyty, zależnie od pomysłowości i zdolności miejscowych dekoratorów. Podziwiając (a może i ganiąc) co roku efekty ich wysiłku, czyż zastanawiamy się, skąd wziął się w Kościele ten zwyczaj, by pogodną scenę narodzin przypominać nie tylko sercom, ale i oczom zgromadzonych wiernych? A żłóbek, czyli jasełka (bowiem rozróżnienie na żłóbek z martwymi figurkami i jasełka odgrywane przez żywych aktorów nie było kiedyś, jak zobaczymy, wcale dostrzegane), mają swoją długą tradycję - jak prawie wszystko, co dzieje się w kościelnych murach.


Mikstat

    Tradycja przechowała wręcz datę dzienną narodzin żłobkowego obyczaju. Wiąże się on ze św. Franciszkiem z Asyżu. To jedna z najpiękniejszych postaci chrześcijaństwa: bogaty młodzieniec, który pewnego dnia po prostu poszedł za Chrystusem - rozdał wszystko, co miał, by żyć w ubóstwie i w radości głosić wszystkim miłość Boga i bliźniego. Jak rzadko kto nadawał się on na pomysłodawcę radosnego obrazka betlejemskiej stajenki. Na trzy lata przed swą śmiercią - a więc był to rok 1223 r. - urządził on w pewnej grocie w lesie opodal miejscowości Greccio szczególnego rodzaju nabożeństwo bożonarodzeniowe. Chciał - jak opowiada współczesny biograf świętego - wykorzystać wspomnienie narodzin Pana dla rozbudzenia pobożności okolicznych ludzi. W grocie ustawił więc żłób, wypełnił go sianem, sprowadził żywego wołu i osła. W roli betlejemskich pasterzy wystąpić mieli oczywiście autentyczni pastuszkowie i chłopi z okolicy, którzy zeszli się na nabożeństwo. Nie mamy natomiast pewności, czy przy żłóbku tym znalazły się główne postacie - Święta Rodzina. Obrazy, ilustrujące ten fragment żywotu św. Franciszka, ukazują go odprawiającego mszę u żłóbka, w którym spoczywa Dzieciątko; inne pokazują wzruszająca scenę, gdy święty delikatnie tuli budzące się Dziecię. W noc wigilijną odprawiono u groty mszę św., a św. Franciszek odśpiewał Ewangelię i "wypełniony pobożnością, zalany łzami, uniesiony radością" wygłosił wspaniałe kazanie. "Las rozbrzmiewał głosami, a święta ta noc zajaśniała światłem".


Grabów - klasztor

    Franciszkowe nabożeństwo pozostawiło w uczestnikach niezatarte wrażenie. Siano i żłóbka uznano za cudowne i jeszcze długo leczono nim w okolicy zarówno zwierzęta, jak nawet ludzi (kładąc je na chorych). Na miejscu groty wzniesiono zaś z czasem świątynię, która upamiętniać miała wspaniałą mszę św. Franciszka.


Grabów - fara

    A jednak to nie św. Franciszek wynalazł żłóbek. Podstawowe rekwizyty - żłób, wół, osioł - należały przecież do prastarej tradycji bożonarodzeniowej. Choć w Ewangeliach nie ma o tym mowy, już najstarsi autorzy chrześcijańscy (powołując się na starotestamentowe proroctwa Izajasza) nie mieli najmniejszych wątpliwości, że Narodzeniu Zbawiciela towarzyszyły te właśnie, a nie inne, zwierzęta.


Doruchów

    Żłóbki bywały więc na pewno i przed św. Franciszkiem. Ale sugestywny opis piorunującego wrażenia, jakie zrobiło Franciszkowe nabożeństwo na wszystkich zebranych, świadczy jednak, że nie były to sprawy szerzej znane. Św. Franciszek nie wymyślił więc wprawdzie niczego nowego, ale potrafił z wcześniejszych wzorów zrobić nowy użytek, potrafił to upowszechnić. Myśl mistrza podjęli bowiem zaraz jego uczniowie, franciszkanie, którzy odtąd co roku powtarzali bożonarodzeniowe inscenizacje.


Ostrzeszów - Chrystusa Króla

    Zakonnicy św. Franciszka wcześnie dotarli też do odległej Polski. Czy przynieśli ze sobą od razu żłóbek - niestety nie potrafimy stwierdzić. Na pewno kładli szczególny nacisk na oprawę nabożeństw bożonarodzeniowych. To w tym kręgu powstawały najstarsze polskie kolędy - niektóre śpiewane po dziś dzień (.jak np. "Anioł pasterzom mówił"). W polskich zapisach średniowiecznych brak jednak prawie jakichkolwiek wzmianek o żłóbkach. Późno dopiero, bo w II połowie XV w., słyszymy, że we Lwowie księża bernardyni (a więc zakon z rodziny franciszkańskiej) wystawiali w swym kościele bardzo okazały żłóbek. Były w nim piękne figury Dzieciątka i Maryi, były żywe wół i osiołek. Ta pięknie urządzona scenka wzbudzała ogromne zainteresowanie. Ludzie z całego miasta zbiegali się do bernardynów, by podziwiać ich żłóbek. A działo się to ze szkodą dla wszystkich innych kościołów, które traciły wiernych (co plebani potrafili skrzętnie przeliczyć na utracone dochody z ofiar na tacę). Złożono więc na bernardynów skargę u miejscowego arcybiskupa - dzięki czemu zresztą wiemy o całej tej sprawie.


Ostrzeszów - Klasztor

    Przez wieki żłóbek wrósł nierozerwalnie w obyczajowość bożonarodzeniową i ewoluował dalej - wychodząc z kościołów do domów rodzinnych, a w Polsce dochodząc do postaci wystawnych szopek, upstrzonych postaciami nie mającymi wiele wspólnego z pierwowzorem. Ale jego dzieje nie są nieustannym rozwojem, są w nich też przeszkody i załamania.


Ostrzeszów - Klasztor

    Myśliciele Oświecenia (XVIII w.) wykpili żłóbek jako "ciemną dziecinadę" dla prostaków. Nawet wielu księży, pragnąc iść z duchem postępowego czasu, wyrzekło się tradycyjnych obrządków i odstawiło jasełkowe figurki do lamusa. Kryzys ten spowodował zniszczenie wielu stałych figur - najstarsze zabytki żłobkowe są dziś w całej Europie prawdziwą rzadkością. Ale gdy postępowi księża wyrzucali jasełkowe rekwizyty na śmietnik, snycerze produkowali już nowe figury - wierni bowiem domagali się żłóbka. Stał się on jedynie cichszy i skromniejszy, bez barokowej wystawności czasów poprzednich.


Ostrzeszów - fara

    W Polsce piękna żłobkowa tradycja wydaje się dziś na szczęście niezagrożona. Chętnie stajemy u żłóbka, bo to miejsce, wśród cichego brzęku dzwonków, bieli anielskich skrzydeł i złota w aureoli Dzieciątka, zapachu siana i igliwia, sprzyja jednak milczącemu skupieniu i zadumie. Kto chce, niech nazwie to dziecinadą. Ale czyż może być coś piękniejszego, niż naiwny zachwyt dziecinnego serca wobec tajemnicy Wcielenia?

dr. Tomasz Jurek


1994 - 2007 © Borkow

czasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">