Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 13


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Kawałek demokracji, czyli radny - radnemu.

    Przed tygodniem ukazał się felietonik znanego, choć niepodpisanego radnego, który od pewnego czasu wyłazi ze skóry, by ogół "poznał" z jak najgorszej strony innego radnego - czyli mnie. Stara się przy tym nie używać nazwisk i nie podawać konkretów - posługuje się więc niedopowiedzeniami: ktoś, gdzieś, komuś...
    We wspomnianym tekściku z dumą i prawdziwą radością opisuje zebranie "przedstawicieli mieszkańców Mikstatu", które - o czym już nie wspomina - przerodziło się w psychiczny lincz na mojej osobie.
    Pan radny napisał dyskurs o demokracji, a w zasadzie o tym, jak "wola społeczna" wspaniale zastępuje jej (demokracji) brak. Według radnego w Mikstacie "nie działa demokracja przedstawicielska", bowiem w konkursie na dyrektora ośrodka zdrowia wybrano nie tego, kogo obstawiał radny. I cóż on w takim wypadku czyni? Montuje "demokrację bezpośrednią", czyli zwartą grupkę "mieszkańców", którzy zamiast argumentów posługują się krzykiem, którzy dyskusję zastępują epitetami, którzy - według radnego - "walczą o swoje" żądając unieważnienia konkursu. Na dowód swych racji, po kilku godzinach zagłuszania i poniżania nieszczęśnika, przeprowadzają prawdziwie spontaniczne i "demokratyczne", natychmiastowe głosowanie nad powierzeniem (lub nie) delikwentowi stanowiska. Nieważne, że zgodnie z prawem odbył się konkurs przeprowadzony przez - równie zgodnie z prawem powołaną - komisję. Nieważne, że owa komisja dokonała wyboru. Ważne, że nie zgadza się z tym wyborem radny. Ważne, że krzykliwa grupa chce taki wybór zawetować. Ważne, że można niemal zmusić burmistrza do podjęcia decyzji zgodnej z wolą radnego.
    Otóż, szanowny panie Kawałek: histeryczne działania podpuszczonego tłumu, inspirowane przez jednostkę dla zrealizowania swoich, najczęściej mało szlachetnych celów - to nic innego jak... rewolucja, która (o czym pan doskonale wie) z demokracją nie ma nic wspólnego. Gdy pojawiają się "spontaniczne działania" inspirowanego tłumu, diabli biorą wszelkie zdobycze demokracji. Znika też zdrowy rozsądek. Nie dziwi mnie więc, że dorabia pan teraz do żenujących efektów swoich działań nadętą ideologię rodem z PRL-u: "kwiat demokracji", "sól ziemi", "los małej ojczyzny"...
    Jestem lekarzem. Nie startowałem w konkursie na Mistera Universum, tylko na szefaośrodka zdrowia. Nie interesują mnie pańskie polityczne fobie, narastające kompleksy i nostalgia za latami osiemdziesiątymi. Mamy XXI wiek. Mamy III Rzeczpospolitą, a w niej zrujnowaną służbę zdrowia. Nie interesują mnie pańskie małe, prywatne wojenki z byłym burmistrzem Jackiem Ibronem, które z uporem maniaka prowadzi pan moim kosztem i często cudzymi - bo "patriotów" mikstackich - rękami.
    Nie mam czasu na wojny. Proszę pozwolić mi wreszcie normalnie pracować! Życzę, by i panu zaczęła kiedyś przyświecać naczelna zasada lekarska: po pierwsze - nie szkodzić!

Kazimierz Kulikowski


1994 - 2007 © Borkow

zowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">