Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 15


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





SPOD SZYDEŁKA NA WIELKANOCNY STÓŁ

    Wśród wielu świątecznych ozdób, które trafią na nasze stoły, nieczęsto zdarza się zobaczyć wyrabiane szydełkiem pisanki, kurki i kapturki na jajka. Bo też ich wyrób jest sztuką niezbyt często spotykaną. Taką koronczarką upiększającą wielkanocny stół jest pani Ewa Olejniczak.


    "Przygoda z szydełkiem zaczęła się w dzieciństwie, a to za sprawą mojej babci - wspomina p. Ewa. Mieszkaliśmy na wsi. O szóstej rano była pobudka, jeszcze przed oprzętem zwierząt babcia dawała mi do ręki szydełko i kazała coś robić. Ale nie stało się to dla mnie udręką, przeciwnie - bardzo polubiłam to zajęcie. Wyszywałyśmy ozdobniki do poduszek, kołder i chusteczek. Mam jeszcze taką poduszkę, gdzie na aksamicie są pięknie wyhaftowane przez babcię róże. Babcia bardzo się cieszyła, że z taką pasją podchodzę do tych zajęć. Pamiętam, że pierwszą moją robótką były różyczki. Pracę tę babcia zaniosła do oprawienia i dała mi na pamiątkę, tym samym dopingując do doskonalenia swoich umiejętności."
    Z tamtych lat pani Ewa mile też wspomina komplet poduszek, które ozdabiała dla cioci ze Śląska. Cioci spodobało się to tak bardzo, że nawet zapłaciła młodej koronczarce za trud. "Były to moje pierwsze zarobione pieniądze" - mówi z dumą p. Ewa.
    Szydełkowanie jest dla Ewy Olejniczak hobby, dającym jej wielką satysfakcję. Od niedawna jednak postanowiła połączyć przyjemne z pożytecznym. Uznała, że skoro ma ten talent w rękach, czemu trochę na tym nie zarobić. Jeśli jakiś sklep wyrazi zainteresowanie jej wyrobami, to każdą ilość jest w stanie dostarczyć. Urozmaiconą ma też ofertę świątecznych ozdób. Oczywiście największym wzięciem cieszą się na Wielkanoc pisanki, z tym że p. Ewa nie maluje jajek, a ubiera je, każdy w inny finezyjnie wydziergany wzorek. Do tego kolorowa tasiemka, jakiś koralik i takie jajeczko można zawiesić np. na gałązce palmy. Są też kurki z kolorowej, bawełnianej włóczki, obszyte kordonkiem, które osadza się na jajeczko. Wśród ozdóbek wykonywanych przez p. Ewę mamy również większe superjaja. Inna jest technika ich wykonywania. Bierze się balonik, nadmuchuje, owija się go bawełnianymi nićmi, następnie moczy się wszystko w syropie z cukru i kleju. Kiedy to zaschnie i stwardnieje, wtedy balon się przebija i usuwa, a duża, sztywna abażurowa pajęczynka w kształcie jajka pozostaje gotową ozdobą.


    Spod szydełka ostrzeszowskiej koronczarki wychodzą też wydziergane kolorową włóczką kapelusiki na jajeczka. Pani Ewa pokazuje jeden z nich, zrobiony specjalnie dla wnuka. Wnuk zresztą chętnie pomaga babci, a ulubionym jego zajęciem jest przebijanie baloników. Kto wie, może z czasem zacznie też dziergać, bo wygląda na to, że w rodzinie pani Ewy talent do robótek przejawia co drugie pokolenie. Ani mama p. Ewy, ani córki nie wykazują w tym kierunku szczególnego zainteresowania. Za to naszej koronczarce dzierganie sprawia niekończącą się radość. Chce też udoskonalać swą pracę, wprowadzać coś nowego. Również dlatego postanowiła ubiegać się o certyfikat, który przyznaje komisja etnograficzna w Poznaniu. Certyfikat dałby jej też możliwość sprzedawania swoich wyrobów do cepelii. Jednakże na brak zainteresowania nimi p. Ewa nie narzeka. Cieszą się sporym powodzeniem w Kępnie, Ostrowie, a także w Zielonej Górze - dzięki pomocy mieszkającej tam rodziny. Również dzięki krewnym i znajomym wyroby ostrzeszowskiej koronczarki trafiły do Anglii, Niemiec, a nawet Ameryki. W Ostrzeszowie wielkanocne ozdoby można spotkać w kiosku przy placu Sienkiewicza. Prócz świątecznych ozdóbek p. Ewa wyczarowuje ażurowe czapeczki dla dzieci, bieliznę, pokrowce na pudełka, koszyczki pod świecznik i inne drobiazgi. "Wszystko można zrobić, wystarczy tylko chcieć" - mówi. Zachęca też panie mające trochę wolnego czasu, które w domu pięknie wykonują ręczne robótki, aby również w ten sposób zechciały przysporzyć sobie satysfakcji, a zarazem trochę grosza.
    Jak każdy twórca, p. Ewa ma swoje ulubione miejsce do pracy. Większość cudeniek powstaje w kuchni, gdzie, siedząc w wiklinowym fotelu, spokojnie dzierga swoje ozdóbki.
    "Chcę jeszcze bardzo podziękować mojej cioci - Irenie Zuberek, która mocno dopinguje mnie do tej pracy. Sama kiedyś pięknie robiła na szydełku, teraz zaś często dzwoni i zachęca do działania." Wydaje się, że szczególnej zachęty p. Ewie nie potrzeba, szydełkowanie bowiem sprawia jej wciąż ogromną radość, o czym w rozmowie wielokrotnie wspomina. "Może trochę jest to śmieszne - dodaje p. Ewa, bo cóż to takiego - siedzi baba i robi na szydełku, ale naprawdę satysfakcja z tego jest ogromna."

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

zeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">