Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 23


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Otarła się o śmierć

    26 maja - pogodne, środowe południe. Słyszymy sygnał straży pożarnej. Pewnie się gdzieś pali...
    Tym razem jednak interwencja strażaków dotyczy nietypowej sytuacji - na torach na Wiejskiej pociąg potrącił kobietę.


    Brzmi to jak wyrok. Czy z takiego "zderzenia" człowiek może wyjść cało? Zadajemy sobie pytanie, jak mogło do tego dojść?
    Zbyt często zapominamy o elementarnych zasadach bezpieczeństwa i skracamy sobie drogę - przemykamy w niedozwolonych miejscach - przez jezdnię czy tory. Może się uda, może nikt nie zauważy, ryzykujemy, czasami nawet życiem.
    Kilka chwil po wypadku jesteśmy na miejscu zdarzenia. Słyszymy, jak ludzie mówią, że z tego "skrótu" przez tory mieszkańcy ulic Wiejskiej i św. Mikołaja w Ostrzeszowie często korzystali, by szybko przedostać się na drugą stronę. Korzystali - a może teraz przestaną? Bo przecież 26 maja - Dzień Matki - mógł zakończyć się tragicznie dla kobiety, może żony i matki, której cudem udało się uniknąć śmierci pod kołami pociągu.
    Był to pociąg towarowy. Możliwe, że kobieta, usiłująca przejść przez tory z ul. Wiejskiej, nie zauważyła, jak wyłania się zza zakrętu. Być może błędnie oceniła odległość i zdawało się jej, że zdąży przebiec. Maszyniście widok człowieka na torach zmroził krew w żyłach. Pisk hamulców... Leżący człowiek. Czy żyje?


    Karetka pogotowia zabrała ranną do szpitala. Na oddziale zajął się nią dr Martynow. Wykonano badania, prześwietlenia. Śmiertelnie przerażona kobieta początkowo nawet nie chciała powiedzieć, co się stało. Dopiero później przyznała się, że przebiegała przez tory. Około 4 - 5 godzin w szpitalu, rana tłuczona głowy i cięta ucha to drobiazg w porównaniu z tym, co mogłoby się stać, gdyby dostała się pod koła rozpędzonego pociągu. Wystarczy przypomnieć sobie niedawny wypadek dróżniczki z Niedźwiedzia. Ona nie miała takiego szczęścia.
    Mieszkankę Ostrzeszowa po obserwacji szpitalnej zwolniono do domu. Zapewne na długo będzie unikała tego "dzikiego przejścia", zapewne huk nadjeżdżającego pociągu, tak namacalnie bliskiego, będzie wiele razy jeszcze powracał w sennych koszmarach... Najważniejsze, że tym razem wszystko dobrze się skończyło.
    Jednak los nie zawsze bywa taki łaskawy. Nie kuśmy go więc niepotrzebnie!

A.G.


1994 - 2007 © Borkow

trzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">