Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 27


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





SKLEP POSZUKUJE KĄTA

    Sklepik w szpitalu był "od zawsze", chociaż dopiero od trzech i pół roku, gdy wzięli go w ajencję państwo Romualda i Mariusz Gretkiewiczowie, zaczął nieźle prosperować. Opinię tę potwierdzają zarówno przychodzący tu chorzy (nawet o kulach), jak też odwiedzający sklepik lekarze, pielęgniarki i szpitalni goście. Nikt nie wyobraża sobie, by co jakiś czas tu nie zajrzeć, nie kupić coś ze słodyczy lub jakiś napój, zaopatrzyć się w niektóre lekarstwa czy artykuły dla diabetyków. Choć pomieszczenie jest naprawdę skromne, niemal wszystko z najpotrzebniejszych rzeczy można tu dostać - nawet znaczki i karty telefoniczne i ... "Czas Ostrzeszowski"


    Od początku tego roku nad sklepikiem i ajentami zaczęły zbierać się chmury. Najpierw kilka miesięcy czekali na umowę przedłużającą ich działalność. Wreszcie w maju dowiedzieli się, że niebawem trzeba będzie sklepik opuścić. Powodem miał być przetarg na prowadzenie kuchni i stołówki, znajdującej się tuż przy sklepie. Przetarg został rozstrzygnięty, a zwycięzca, zgodnie z umową, przejmie również pomieszczenie obecnego sklepu. Trochę żal p. Romualdzie miejsca, do którego tak ona, jak i szpitalni klienci zdążyli się przyzwyczaić. Rozumie jednak tę decyzję, chce tylko, by kierownictwo szpitala pomogło znaleźć im inne miejsce. Owszem dyrektor Siciński przedstawił kilka propozycji, jednak ani znajdująca się na przyszpitalnym podwórzu pralnia, ani kąt w piwnicznym korytarzu nie spełniają wymogów umożliwiających prowadzenie handlu. Trudno bowiem oczekiwać, by schorowani klienci zimą przemierzali zaśnieżone podwórze, a w piwnicznym zaułku można by co najwyżej postawić stolik ze słodyczami. Ale Gretkiewicze nie ustają w poszukiwaniach. Niedawno sami zgłosili dyrektorowi propozycję zagospodarowania jednego z piwnicznych pomieszczeń. Obecnie znajduje się tam rozdzielnia oraz coś w rodzaju magazynu. Pomieszczenie jest na tyle duże (ok. 50 m2), by je przegrodzić i jedną z części wykorzystać na sklep.
    Pierwsza reakcja dyrektora była mało entuzjastyczna, ale też nie powiedziano im - nie.


    "Jeśli szpital umożliwi nam urządzenie w tym miejscu sklepu - mówi p. Mariusz, to z własnych środków będziemy starali się przeprowadzić potrzebne prace remontowe. Trzeba będzie wymalować ściany i sufit, założyć oświetlenie, podłączyć własny licznik, zrobić podłogę..." Jak widać pracy będzie sporo, ale to nie zniechęca młodych ajentów. Wierzą, że i w tym piwnicznym magazynie urządzą sklep na miarę potrzeb, możliwości i marzeń. Przecież sklep to dla nich także jedyne źródło utrzymania. Również dla szpitala pieniądze płynące z dzierżawy (choć niezbyt wielkie) nie powinny być do pogardzenia. Zresztą nie upierają się przy swej propozycji. Zgodzą się też na każdą inną, szanującą pacjentów, im zaś pozwalającą w znośnych warunkach prowadzić handel. Chodzi tylko o kąt... Kąt na ich mały sklepik.
    Sprawa likwidacji szpitalnego sklepiku stanęła już na forum Rady Powiatu. Gretkiewiczowie liczą na pomoc władz w rozwiązaniu problemu, jak również pozytywną reakcję dyrekcji. Na razie wiedzą jedno - 31 lipca dotychczasowe pomieszczenie przyjdzie im opuścić. Za wcześnie jeszcze przesądzać, czy na tym zakończy się ich trzyipółletnia przygoda z handlem. Wszystko zależy od dobrej woli osób, które zwykle przekonują, że dobro pacjenta jest dla nich najważniejsze. Teraz mają okazję wcielić swe słowa w czyn.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

szowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">