Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 27


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Dni Mikstatu na cenzurowanym

    Od pewnego czasu panuje moda na krytykowanie poczynań mikstackich władz samorządowych, zwłaszcza na łamach "Czasu Ostrzeszowskiego". Niestety, krytyka ta często jest zwykłym krytykanctwem. O ile tego krytykanctwa podejmują się tzw. szarzy obywatele bez merytorycznego przygotowania do danego zagadnienia i rzetelnej wiedzy, robiąc to z marszu, bo coś ich wkurzy, to jest to oczywiście do przyjęcia. Jednak kiedy robią to "pewnie za niemałe pieniądze", tzw. redaktorzy zatrudnieni w lokalnej prasie, jest to po prostu nieprofesjonalne, wręcz dyletanckie. Taki właśnie był artykuł p. St. Szmatuły dotyczący obchodów XI Dni Ziemi Mikstackiej, w którym ów tzw. redaktor opisuje uroczystości otwarcia ww. obchodów (raptem 40 minut z dwudniowej imprezy) i na podstawie tego feruje wyroki, przypina łatki, wyciąga wnioski, stawia pytania.
    Sęk w tym, że powinnością redaktora jest nie tylko postawić pytanie, ale szukać na nie odpowiedzi. Do tego jednak potrzeba tzw. żyłki dziennikarskiej, której autorowi tekstu pt. "XI Dni Ziemi Mikstackiej - bez fajerwerków i bez publiczności", szumnie zwanego artykułem, wyraźnie brakuje. Dlatego ja za Pana, Panie S. Szmatuła, dokończę ów "artykuł", odpowiadając na zawarte w nim pytanie: Co robią domy kultury, w których zatrudniani są, i to zapewne za niemałe pieniądze, tzw. animatorzy kultury? Czy oni pracują, czy tylko biorą pensje?"
    Otóż ci "animatorzy kultury" zatrudnieni (przynajmniej w Mikstacie) w sile półtora etatu, tj. konkretnie jedna osoba cały etat - dyrektor, jedna osoba - ćwierć etatu - instruktor, jedna osoba ćwierć etatu - pracownik gospodarczy, zajmują się ... wszystkim.
    Zauważył pan (o dziwo!) ładne stroje z epoki średniowiecza - te stroje, drogi Panie, załatwił dom kultury. Nagłośnienie sobotniej imprezy (zauważalne tylko wtedy, gdy charczy, piszczy lub go brak) obstawił swoim sprzętem ... dom kultury. Flagi, również tę, która wkręciła się w linkę, a nie, jak złośliwie Pan pisze, "została nierozwinięta", otrzymali Bogu ducha winni strażacy z ... domu kultury, oprawę muzyczną widowiska rozpoczynającego obchody (w którym młodzież nie myliła się w swoich rolach - oj, kłamczuszek , kłamczuszek) zapewnił ... dom kultury. Losy na loterie przygotował ... dom kultury, sponsorów pozyskał dom kultury. Występy artystów, tych profesjonalnych (w ramach posiadanych środków finansowych) i amatorów zapewnił ... dom kultury. Konferansjerkę ... dom kultury. Transport ... dom kultury. Nagrody w biegach, wyścigach rowerowych, grach i zabawach... dom kultury. Skoordynował wszystko ... dom kultury!
    To tylko wierzchołek góry lodowej, zwanej obchodami XI Dni Ziemi Mikstackiej, góry, w której m. in. podsumowano całoroczną działalność artystyczną dzieci i młodzieży w "Spotkaniach z Kulturą", a te miały z kolei co miesiąc miejsce w domu kultury właśnie. Korzystając z okazji, pragnę podziękować p. Agnieszce Florczyk za przygotowanie wierzchowców, (których szanowny pan "redaktor" nie zauważył, pewnie były zbyt małe), p. Bronisławowi Bukowskiemu za zorganizowanie bryczek oraz właścicielom tychże. Grupie 360o. z Ostrowa, która dała kapitalny pokaz breakdance, automobilistom, też z Ostrowa, za paradę wozów z okresu II wojny światowej. Firmie p. Krzysztofa Pacyny za podnośnik. Sponsorom i darczyńcom. Dziękuję pracownikom UMiG za rozprowadzenie losów, wydawanie posiłków, wreszcie za zbieranie datków na renowację kościółka św. Rocha. Wszak całemu przedsięwzięciu przyświecał jeden cel - zbiórka pieniędzy na remont wspomnianego kościoła. O tym w artykule oczywiście ani sowa, ale jeżeli tzw. redaktor CzO jest tak dobry, że wystarczy mu rzut oka na początek imprezy, aby wiedzieć wszystko, to nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na festyn zorganizowany przez CzO pod wodzą p. St. Szmatuły. Festyn na miarę Odolanowa lub Koźmina oczywiście. Nie pomylę się chyba twierdząc, iż wszyscy animatorzy kultury Ziemi Ostrzeszowskiej na to czekają. Czekam i ja.

Witold Ślęzak
Dyrektor M-GOK w Mikstacie.


    No i się Pan nie doczeka, bo ja okres festynów mam już za sobą. Mogę udostępnić Panu dokumentację, i to zarówno oficjalną, jak i spontaniczne wpisy osób biorących udział w pierwszym festynie nowej RP pod hasłem "Ostrzeszów Rzeczypospolitej". (pisała też o tym szeroko "Ziemia Kaliska"). Tylko ja nie miałem na to etatów - w sumie 12 godzin dziennie, sztab znajdował się w moim prywatnym domu, robiłem wszystko w ramach mojego czasu wolnego, większość sprzętu, dekoracji pochodziła z mojego domu, z kilkoma zapaleńcami pracowaliśmy popołudniami, wieczorami, czasami długo w noc. No i najważniejsze - przez festyn przewinęły się tysiące ludzi!!! O tym, że biegaliśmy za sponsorami, że pełniliśmy nocne czuwania w budynku SP2, aby nic złego nie stało się powierzonym nam rekwizytom (m.in. obrazy Serbeńskiego), że poruszyliśmy niebo ziemię, by festyn się udał, o tym, że przemeblowaliśmy całą szkołę, a później sami to posprzątaliśmy, już nie wspomnę. Ale nie w tym rzecz.
    Rozbawił mnie Pan tym listem (a do łez ten pieszczotliwy kłamczuszek). I choć bardzo się Pan starał, używając, w przeciwieństwie do mnie, różnych inwektyw pod moim osobistym adresem, nie mam do Pana urazy. Taka już jest retoryka tzw. władzy, która w taki sam sposób reaguje na jakiekolwiek słowa krytyki. Typowe jest zwłaszcza to przerzucanie odpowiedzialności - jak się panu nie podoba, to zrób pan lepiej. Nie, Panie W. Ślęzak. (to również Pana nieuprzejmy, a nawet prostacki zwrot) to Pan powinien zrobić lepiej, ja nie jestem od tego.
    Kłamcą nie jestem - dzieci myliły się w swoich rolach, choćby w końcowej części, kiedy nie widziały, czy wsiąść do bryczki, czy nie, co doprowadziło do wręcz komicznej sytuacji - nie pamięta Pan, a może Pana tam nie było?
    Ale rzecz nie leży w szczegółach.
    Panie W. Ślęzak, pracuje Pan w kulturze na całym etacie - czyli 40 godzin tygodniowo. W miesiącu roboczym jest tych godzin dwieście. Zapewne potwierdzi Pan, że przynajmniej przez miesiąc poprzedzający Dni, (a może i wcześniej) odłożył Pan wszystkie inne sprawy i zajął się organizacją festynu. A więc codziennie 8 godzin łamał Pan sobie głowę, jak to zrobić, kogo zaprosić i ... dzwonił Pan lub, co najwyżej, wybrał się osobiście do kilkunastu osób, by namówić je do współpracy, ufundowania nagród, etc. Dom kultury przygotował flagi - ile godzin zabrało to Panu i Pańskim współpracownikom, nawet gdybyście je dopiero szyli? Dom kultury podłączył nagłośnienie - to już grubsza sprawa - trzy osoby pracowały nad tym ... ile godzin? Załatwił Pan stroje - pewnie w teatrze w Kaliszu - no, to przynajmniej 4 godziny i jeszcze co najmniej dwa telefony. Dom kultury przygotował losy na loterię - ile? 500 - 1000? - to już jest rzeczywiście wysiłek ogromny - tysiąc karteczek z numerami i jeszcze lista - na to zeszło pewnie kilka dni i pana, i pana współpracowników, chyba że komputer..., ale przy nim też trzeba było usiąść. Oprawa muzyczna - czy chodzi o wybranie i włączenie płyt? No i wreszcie najważniejsza sprawa - sprzątanie. Ale tak to już jest, że kto nabałaganił, ten sprząta.
    Panie dyrektorze. Co Pan tu powypisywał. Szkoda, że nie wyliczył Pan jeszcze, ile czasu zabrało Panu przejście z domu kultury na rynek lub stadion - w dodatku w tę i z powrotem, bo jak człek poszedł, to i wrócić musi.
    Szkoda, że nie zrozumiał Pan intencji mojego artykułu, ale przyzwyczaiłem się już, że tak z animatorami kultury bywa. Pewnie są zbyt wrażliwi, by zrozumieć proste słowa.
    Główny zarzutem zawartym w omawianym artykule był brak "fajerwerków", czyli oryginalności, polotu i ekspresji oraz brak zainteresowania i obecności szerszej publiki, a XI Dni Mikstau odbyły się naprawdę bez fajerwerków i przy bardzo nikłym zainteresowaniu publiczności. Nie zawsze trzeba być, żeby wiedzieć.

Stanisław Szmatuła


PS
    Chciałbym zaspokoić Pana ciekawość odnośnie moich zarobków, otóż moje zarobki w redakcji wynoszą netto 740zł miesięcznie, słownie: siedemset czterdzieści złotych. A Pana?
    I jeszcze jedno - proszę zapoznać się z definicją słowa "artykuł", najlepiej w "Słowniku języka polskiego". Chętnie udostępnię.

sm


1994 - 2007 © Borkow

-i=czasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">