Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 29


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





CZAS KOŃCZYĆ TĘ ZABAWĘ

    Trochę z farsy, a trochę z tragedii było podczas zebrania sprawozdawczo-wyborczego, odbywającego się 8 lipca w sali AKS-u. Była to właściwie kontynuacja zebrania sprzed trzech tygodni, gdzie, jak pamiętamy, nie udało się wyłonić prezesa i nowego zarządu Victorii Ostrzeszów. Obecne zebranie miało więc tylko tę jedną sprawę do załatwienia, ale i to okazało się nierealne.


    Już na wstępie przedstawiciel zarządu Wiesław Trzciński wspomniał o kuluarowych rozmowach, odbywających się pod patronatem burmistrza, które miały pomóc w ustaleniu nowego prezesa. Niestety, i one zakończyły się fiaskiem. "Przeprowadziliśmy rozmowy z różnymi ludźmi, ale nikt nie wyraził jednoznacznej odpowiedzi."
    W tej sytuacji można było oczekiwać, że "powtórka z rozrywki" jest nieunikniona. Ustępujący zarząd nie miał innego pomysłu, niż nagabywanie do prezesury przedstawiciela firmy "Polsam", która dla ostrzeszowskiej piłki miała stać się wybawicielem. Jednakże Marian Lamek, reprezentujący tę firmę, nie przejawiał zainteresowania zaszczytną funkcją prezesa. Przypomniał, że już w marcu (nie w maju - jak podałem w relacji z poprzedniego zebrania) "Polsam" złożył propozycję zostania sponsorem strategicznym Victorii, ale wówczas nikt nie kwapił się z wiążącą odpowiedzią w tej sprawie. Teraz sytuacja uległa zmianie. Jednak zdaniem Lamka główny powód jego odmowy to brak dobrego klimatu. "Najpierw klimat, potem pieniądze" - mówił.
    Rozgorzała dyskusja. Nielicznie przybyli na zebranie sympatycy klubu zaczęli kierować pod adresem zarządu swoje zastrzeżenia. Apelowano, by otworzyć się na młodzież, a nie na działaczy. E. Wieczorek zapytał o sprawozdanie komisji rewizyjnej i przestrzeganie statutu. Reprezentujący na zebraniu burmistrza sekretarz UMiG - W. Piekarczyk potwierdzał, że władzom bardzo zależy, by ten klub jak najlepiej funkcjonował. Prowadzący zebranie wiceprezes J. Juja poinformował wszystkich o deklaracji burmistrza dotyczącej starań, by finansowe wsparcie urzędu pozostało na tym samym poziomie, co w br. (30 tys. zł). Kiedy już wyartykułowano pretensje i zastrzeżenia, rozpoczęła się "wypychanka" do piastowania funkcji prezesa. Nie sposób wymienić wszystkich kandydatów. Część nazwisk to osoby zgłaszane już na poprzednim zebraniu, ale były też nowe: Jakubiak, Szatkowski, Wieczorek, Śmieiński... Żaden nie zgodził się kandydować, bowiem wszyscy na sali wiedzieli, że tutaj gra idzie o pieniądze, a te - jak na razie - zaoferował tylko "Polsam". A kto płaci, ten wymaga. "Polsam" zasadniczo miał dwa życzenia: 1. Nazwa firmy w nazwie klubu 2. Decydujący głos w sprawach klubu przedstawiciela firmy - M. Lamka. Pierwszy postulat wszyscy przyjęli bez zastrzeżeń, drugi upadł, gdyż sam zainteresowany (mimo zachęcających oklasków) nie zgodził się zostać prezesem. Namawianie nic nie zmieniło. Ustalono, że jeszcze przez tydzień będą toczyć się nieoficjalne rozmowy, a potem nastąpi trzecie, decydujące zebranie, choć wcale nie jest pewne, że przyniesie ono rozstrzygnięcie. Czy zatem 84-letnia Victoria umrze śmiercią naturalną? Cóż, po dwóch ostatnich zebraniach i tego nie można wykluczyć. Niestety, nie ma klub szczęścia do ludzi. Ostatni, kolejni prezesi okazali się dyletantami, rezygnując pod byle pretekstem, a ci, co zostali, nie byli w stanie przeprowadzić wyborów nowego zarządu. Może czas kończyć tę zabawę - skoro nikt nie chce (nie umie) rządzić klubem, a i kibiców zainteresowanych jego losami (obecnych na zebraniu) można policzyć na palcach, to może warto oddać te "zabawki" amatorom kochającym futbol nie przez pryzmat pieniędzy. Chłopaków chcących grać na boisku Victorii na pewno nie zabraknie, a boisko póki co należy do miasta i na szczęście nie potrzebuje prezesów.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

owski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">