Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 29


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





KRASZEWICE W DRODZE DO EUROPY

    3 lipca Kraszewice stały się kolejną w naszym powiecie gminą, która wkroczyła na drogę międzynarodowego partnerstwa. Podczas uroczystej sesji Rady Gminy został bowiem podpisany akt współpracy między Kraszewicami a gminą Albersdorf. Podpisy pod dokumentem złożyli: wójt Kraszewic - Józef Olszewski i burmistrz Albersdorf - Klaus Peters.


Uroczysta chwila - wójt J. Olszewski i burmistrz K. Peters podpisują porozumienie.

    Albersdorf to małe, niemieckie miasteczko leżące 20 km od Morza Północnego (w okolicach Hamburga). Wraz z okolicznymi wioskami liczy ok. 10 tys. mieszkańców. Urząd burmistrza sprawuje tam Klaus Peters, mający za sobą 40 lat pracy w rolnictwie. Pracy niezwykle efektywnej, bowiem ferma, którą prowadzi wraz z synem, uchodzi za jedno z najlepszych gospodarstw w Niemczech, a sam Peters za wprowadzaną technologię, komputeryzację i inne osiągnięcia został odznaczony złotym medalem. Nic więc dziwnego, że w pierwszej, roboczej części sesji prowadził on dialog na temat rolnictwa z obecnymi na sali rolnikami gminy Kraszewice. Naszych gospodarzy interesowało wiele spraw - tych dotyczących samej produkcji, jej opłacalności i technologii, jak i tego, co czeka nas, a szczególnie rolnictwo, po wejściu Polski do UE. Pytano więc o ceny mleka (są zmienne), o dopłaty dla tamtejszych rolników (370 euro na hektar dla zbóż podstawowych) i funkcjonowanie gospodarstw. Na własnym przykładzie K. Peters starał się przekonać polskich rolników, że bardziej opłacalne są duże fermy. Sam zaczynał od 14 ha, obecnie zaś na 120 ha, w większości dzierżawionych od ośmiu rolników, hoduje 160 krów, tyle samo cieląt, a prócz tego prowadzi hodowlę 400 macior.
    Ale na spotkaniu poruszano tematy nie tylko rolnicze. Dość zadziwiające było stwierdzenie gościa, że w dziedzinie opieki nad chorymi czy w szkolnictwie jesteśmy lepsi od Niemców. Padły nawet słowa, że Niemcy są społeczeństwem sytym i... leniwym. Opieka socjalna gwarantowana przez państwo pozbawia motywacji, także do nauki. Kraszewiczanie pytali też, czy umowa o przyjaźni umożliwi podjęcie pracy w gminie Albersdorf. Owszem, będzie to możliwe, ale nie z tytułu podpisanego porozumienia, lecz poprzez działania przedsiębiorstw o tych samych specjalnościach (np. w handlu lub w rolnictwie). Podobnie jak to jest w innych gminach naszego powiatu tak i tutaj, zarówno wójt Olszewski jak i burmistrz Peters, liczą w pierwszym rzędzie na wymianę grup młodzieżowych, sportowców, a także rolników.


    Gdy już wszystkie tematy zostały wyczerpane, nastąpił uroczysty moment złożenia podpisów pod przyjacielskim porozumieniem obu gmin. W obecności delegacji niemieckiej, radnych Kraszewic z przewodniczącym Józefem Adamusem, i licznie zgromadzonych gości, podpisy złożyli burmistrz K. Peters i wójt J. Olszewski. Można powiedzieć, że w drodze do Europy ta mała gmina zrobiła kolejny krok.

    Tuż po podpisaniu porozumienia o wypowiedź poprosiłem wójta gminy Kraszewice - Józefa Olszewskiego.
    Jak doszło do nawiązania współpracy?
    Kiedy zostałem wójtem, postanowiłem, że nawiążę współpracę z którąś z niemieckich gmin. Kontakty osobiste przesądziły o wyborze gminy Albersdorf. Po wstępnych rozmowach w styczniu br. pan Klaus Peters przyjechał tutaj z pierwszą wizytą. Dogadaliśmy się i również zostaliśmy zaproszeni do nich. Podróż odbyła się w maju. Miało tam miejsce oficjalne spotkanie z przedstawicielami całego związku gmin. Po zaakceptowaniu tych wstępnych umów przez ich parlament i naszą Radę Gminy, umowę podpisywał burmistrz Albersdorf, czyniąc to w imieniu 10 gmin tworzących wspólny związek. Szefem tego związku jest K. Peters.
    Był Pan tam u nich, proszę zatem powiedzieć o własnych odczuciach z tego pobytu.
    Gmina leży za Hamburgiem, ok. 20 km od Morza Północnego. Od razu można zaobserwować u nich dobre drogi, gospodarność, czystość. Tam nic się nie dzieje przez przypadek, wszystko jest zagospodarowane, pod kontrolą. Jest się czego uczyć. Przede wszystkim nie ma tam tak rozdrobnionych gospodarstw jak u nas, lecz kilkusethektarowe. Gmina słynie jeszcze z tego, że jest tam jedna z nielicznych fabryk biogazu, do wytwarzania którego wykorzystują odpady warzyw. Głównym odbiorcą tegoż biogazu jest znajdująca się na terenie gminy jednostka wojskowa, która wykorzystuje tę energię, a jej nadmiar odprowadzany jest do sieci energetycznej. I jeszcze jedna charakterystyczna rzecz, jaką tam zaobserwowałem - wiele dachów zrobionych jest z charakterystycznej trzciny ekologicznej. Na to również pozyskiwali środki z UE. To co mnie zaskoczyło, to fakt, że nie ma tam na każdym kroku reklam jak u nas. W każdej wiosce jest jedna duża tablica, na niej można umieszczać swoje ogłoszenia, a nie ma dużych krzykliwych reklam. Nie ma też wysokich płotów jak u nas. Tamtejsi ludzie złodziei się nie boją, mówią, że płot i tak nie jest dla złodzieja przeszkodą. No i przede wszystkim te drogi, nawet do pól prowadzą nitki asfaltowe.
    Co chciałby Pan uzyskać dzięki nawiązanej współpracy dla swojej gminy?
    Przede wszystkim powinniśmy czerpać dobre wzory. Oni też popełniali błędy, kiedy uzyskiwali środki unijne w latach 90. Udostępnili nam dokumentację, możemy z niej skorzystać. Poza tym wymiana młodzieży szkolnej, która - tak jak tu powiedziano - powinna trafiać do rodzin, gdzie młodzi ludzie mogliby poduczyć się języka, nawiązać przyjaźnie...Chciałbym też, by nasi rolnicy tam pojechali, zobaczyli, jak u nich funkcjonują gospodarstwa, że nie ma małych gospodarstw.
    Ale dziś rolnicy najbardziej się tego przestraszyli.
    Bo u nas jest taka tradycja, aby trzymać jak najwięcej ziemi.


    A ma Pan pomysł na zagospodarowanie byłych rolników?
    Nic się nie dzieje tak od razu, to jest proces powolny. U nich też to się działo przez 30 lat. Stopniowo wielkie gospodarstwa będą wchłaniać tych małych, będą chcieć kupić lub dzierżawić ziemię. A ci mniejsi muszą zająć się czymś innym - taka jest kolej rzeczy. Odwrotu od tego nie ma, mali nie wytrzymają konkurencji.
    Czy już coś zostało ustalone?
    Dzisiaj dopiero podpisaliśmy umowę, na konkrety przyjdzie czas. Ale myślę, że jeszcze w tym roku, może po żniwach, pierwsza grupa rolników pojedzie zobaczyć, jak tam jest. Sprawy kontraktów z przedsiębiorstwami, to już są indywidualne rzeczy - będziemy pomagać w tym zakresie.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

-i=czasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">