Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 34


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





UŚWIĘCONA TRADYCJA

"Kto kocha kwiaty i zwierzęta, jest dobrym człowiekiem"


    Mikstat, choć zwą go "Małym Paryżem", przede wszystkim słynie ze św. Rocha. Szczególnie zaś z odbywającego się tu 16 sierpnia odpustu ku czci patrona - sławnego w okolicy, jak i w całej Polsce. Maleńki, drewniany, zabytkowy kościółek, znajdujący się na cmentarnym wzgórzu, raz do roku staje się centrum pielgrzymkowej tradycji. Jednak w ostatnich latach nie tyle kult świętego, co święcenie zwierząt stanowi o sławie tego miejsca i miasteczka. Dziś już właściwie nie wiadomo, w jakim czasie zwyczaj ten bierze swój początek, ważne, że nawet najstarsi mikstaczanie wspominają, jak to od lat prowadzą do św. Rocha swój inwentarz, by poprzez poświęcenie, zwierzęta i całe domostwo oddać pod jego opiekę.


Kiedy państwo Gucwińscy jechali bryczką p. Andrzeja Stefańskiego wzdłuż szpaleru ludzi i zwierząt, rozległy się gorące, spontaniczne wiwaty i oklaski.

    Tak samo było w miniony poniedziałek. Od wczesnych godzin rannych w kierunku kościółka z dalszych i bliższych okolic podążali pątnicy, prowadząc krowy i kozy, często wraz z całymi rodzinami zajeżdżając bryczką, to znów stawiając się do odpustowej prezentacji na wypucowanych wierzchowcach. A ksiądz proboszcz Kazimierz Mądry wszystkie stworzenia - te duże i te całkiem malutkie, równie hojnie obdarowywał kroplami święconej wody. Zaapelował też o przyjaźń między zwierzęciem a człowiekiem i o traktowanie swych przyjaciół po ludzku. Mikstackie święto to przede wszystkim raj dla dzieci. One od dziadków i ojców z radością przejmują uświęconą tradycję, dostojnie wiodąc na uroczystość swych czworonożnych ulubieńców lub też niosąc kotki, papużki, chomiki i inne maleńkie, często egzotyczne stworzonka. Radość jest wielka, no bo przecież przemaszerować pośród szpaleru gapiów, błysku telewizyjnych kamer i reporterskich fleszy, nie zdarza się co dzień. Wierzyć należy, że poświęcenie uchroni naszych czworonożnych i skrzydlatych przyjaciół od chorób, zaś czczony przez mikstaczan św. Roch przybyłym tu odpustowym pielgrzymom wypraszać będzie łaski i zdrowie.


    Honorowymi gośćmi uroczystości w Mikstacie byli państwo Hanna i Antoni Gucwińscy, którzy wyrazili słowa uznania dla organizatorów i przybyłych na odpust opiekunów zwierząt oraz ich podopiecznych.

Wytworzyć więź z "mniejszymi braćmi"

    Oto ich wrażenia z tej uroczystości.


Hanna Gucwińska:
    "Jesteśmy tu po raz pierwszy, choć wielokrotnie już otrzymywaliśmy zaproszenia na tę uroczystość. Zawsze przychodziły one zbyt późno, kiedy mieliśmy już inne plany, inne zobowiązania. W tym roku postanowiliśmy, że odkładamy inne zajęcia i przyjeżdżamy tutaj. Jest to jedyna w Polsce uroczystość, której przyświeca idea, by uszanować zwierzęta, zwrócić na nie uwagę nie tylko w aspekcie konsumpcyjnym, ale w wymiarze psychicznym, w którym zwierzęta również są człowiekowi bardzo potrzebne. Proszę zobaczyć - tu dziecko trzyma dużego żółwia, doskonale odżywionego, widać że zwierzątko czuje się u niego bardzo dobrze; między dzieckiem i zwierzęciem wytworzyła się więź psychiczna. Ktoś przyniósł klatkę z papużkami - nimfami - i te ptaszki kompletnie się nie boją, choć są blisko koni, blisko kota, papużki są zupełnie spokojne, bo mają zaufanie do swego opiekuna, który oczywiście się od nich nie oddala. Na każdym kroku widać tu wspaniałą łączność psychiczną ludzi ze zwierzętami, a szczególnie z dziećmi - widać ile troski włożyły dzieci i dorośli, żeby zwierzęta przyszły tu, na paradę, czyste, piękne - mają kokardki i inne ozdoby, są zadbane i zadowolone, a, co najważniejsze, w ogóle nie są zestresowane, nie wyrywają się, nie szamoczą. Zestresowani są raczej właściciele zwierząt, bo każdy by chciał, żeby jego zwierzę wypadło jak najlepiej, żeby to jego przyjaciel był najpiękniejszy, żeby na jego zwierzę zwrócono uwagę. A poza tym konie wyczyszczone, bryczki piękne, to wszystko jedzie, idzie w kierunku kościoła, gdzie odbędzie się poświęcenie zwierząt. Jest to przemiły zwyczaj i szkoda, że jedyny w Polsce. Wszystko to tworzy piękny, bardzo budujący obrazek".


Antoni Gucwiński:
    "To jest sprawa uczciwego przyjęcia odpowiedzialności wobec zwierząt. Kiedy zwierzęta są pod opieką człowieka, to stają się bezradne. Kiedy żyły w tzw. stanie wolnym, to ich życie zależało od nich i trochę od otoczenia, natomiast kiedy weźmiemy je pod swój dach - czy do pomieszczeń gospodarskich, czy do domu, czy do ogrodu zoologicznego, to wtedy bierzemy za nie pełną odpowiedzialność. A ponieważ nie są rzeczą, tylko żywymi istotami, to trzeba się o nie troszczyć, by im nie było źle. Jesteśmy tu dzisiaj świadkami szczególnego momentu - wielkiego nawrotu w świadomości społeczeństwa - zwykle konia, kozę trzymało się, dopóki były z nich korzyści, w tej chwili, tutaj, podniesiono te zwierzęta do godności członków rodziny. Ludzie strasznie to przeżywają i na pewno zwierzęta, które tu dzisiaj przyszły, po takim dniu, będą miały dużo lepiej niż te, które żyją w tych miejscach, gdzie czegoś takiego nie ma. Gratulujemy pomysłu i dziękujemy przede wszystkim duchowieństwu, że uwrażliwia wiernych nie tylko na człowieka, ale także na tych naszych mniejszych braci".

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

zasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">