Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 48


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Czy państwo mi wierzą?
NADKOMISARZ GOLICKI TŁUMACZY POLICJĘ

    Śmiertelne pobicie Przemysława Zielezińskiego wciąż bulwersuje mieszkańców miasta. Oliwy do ognia dolały programy prezentowane w TVN i Polsacie, które w bardzo niekorzystnym świetle pokazały działania ostrzeszowskiej policji. W tej sytuacji nie dziwi fakt zainteresowania się sprawą przez komisję prawa i praworządności Rady Miejskiej w Ostrzeszowie. 17 listopada odbyło się zebranie tej komisji z udziałem prezydium Rady i burmistrza S. Wabnica. Jednakże osobą, której wypowiedzi oczekiwano najbardziej, był z-ca komendanta policji w Ostrzeszowie - nadkomisarz Paweł Golicki. On też został poddany dość wnikliwym przesłuchaniom przez radnych - członków komisji.
    Chcąc jak najrzetelniej przedstawić przebieg tego ważnego zebrania, cytuję obszerne fragmenty padających tam wypowiedzi.




    Paweł GOLICKI (z-ca komendanta): Pokazywany w TVN program "Pod napięciem" wg mnie nie ukazywał rzeczywistego przebiegu zdarzeń, które miały miejsce 30 listopada. Chcę na bazie wątków poruszanych przez program "Pod napięciem" przedstawić punkty, które nurtują społeczeństwo. Program rozpoczyna się stwierdzeniem "brakuje jednego kamienia, od uderzenia tym kamieniem zmarł Przemysław Zieleziński". W tej chwili jednoznacznie mówię, że nie od uderzenia kamieniem zmarł P. Zieleziński. Przeprowadzono dwie autopsje, ponadto jeszcze za życia Przemysława powołano biegłego. Z opinii tych wynika, że śmierć najprawdopodobniej nastąpiła w wyniku uderzenia głową o twarde podłoże. Na drugą sekcję zabrano ten kamień i biegły miał możliwość go obejrzeć i wypowiedział się jednoznacznie, że nie ten kamień był przyczyną śmierci. Mogę powiedzieć, że biegły wykluczył też kopanie.
    Następna kwestia. Tomasz Zieleziński, brat nieżyjącego mówi, że w nocy, wracając ze szpitala, mijał sprawców w innym pubie. Nasuwa się pytanie, dlaczego nie zadzwonił na policję. Nie będę ujawniał szczegółów akt przesłuchań, ale mogę powiedzieć, że brat nieżyjącego był przesłuchiwany 31.10. o godz. 11.40 i w jego zeznaniu (które podpisał), nie ma słowa, że idąc ze szpitala owej nocy widział sprawców zdarzenia.
    K. SIKORA (radna): Czy padło takie pytanie?
    P. GOLICKI: Nie mogło paść, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, że coś takiego mogło mieć miejsce. Ale było pytanie o sprawców. Na tę chwilę, niestety, nikt nie był tego w stanie powiedzieć. Pan Tomasz pewnie widział sprawców, ale o tym, że to byli sprawcy, przekonał się po paru dniach.
    Zarzuca się nam, że zbyt późno zatrzymaliśmy sprawców. Uważam, że zatrzymano ich szybko - po 10 godzinach, w tym konkretnym zdarzeniu to nie było zbyt późno. Po ukazaniu się pierwszego artykułu w Internecie mieliśmy kontrolę z Komendy Wojewódzkiej Policji. Przeczytali akta, nie dopatrzyli się uchybień, może drobne, ale na pewno nie to, że policjanci nie zrobili wszystkiego. Żeby zatrzymać kogoś w środku nocy, trzeba uprawdopodobnić popełnienie przestępstwa. Na godzinę 3-4 nie mieliśmy uprawdopodobnionego przestępstwa przez jakiegokolwiek sprawcę. Nie było podstaw do zatrzymania i to nie dlatego, że policja działała nieudolnie, tylko nikt tej policji nie chciał powiedzieć, kto naprawdę brał udział w bójce. Dopiero czynności podjęte w godzinach rannych (przesłuchania świadków) pozwoliły na to. Nie wszystkich udało się przesłuchać ze względu na stan psychofizyczny, np. drugi z pokrzywdzonych, niestety, w nocy nie był w stanie powiedzieć nam niczego konkretnego. Z materiałów, jakie posiadam, wynika, że nawet zachowywał się niezbyt poważnie. Tak naprawdę nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Ze wstępnych obdukcji pobitego nie wynikało, że są to tak poważne obrażenia, on był przytomny, prowadzono z nim rozmowę. Nawet lekarze nie twierdzili wówczas, że są to ciężkie obrażenia, co nie usprawiedliwiałoby policji, gdybyśmy odstąpili od swych czynności.
    Zarzuca się nam, że jeden ze sprawców został zatrzymany dopiero po interwencji brata. To nie po jego interwencji został ten piąty zatrzymany, tylko w wyniku innych ustaleń i materiałów procesowych. Nie dlatego został zatrzymany później, że był kryty i sprawa była tuszowana, tylko dlatego, że nie było uprawdopodobnienia przestępstwa. W sprawie czterech wcześniej zatrzymanych wystąpiliśmy z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie, prokurator również. Sąd podjął decyzję o niestosowaniu tego środka - to jest suwerenna decyzja sądu i nie będę tego komentować.
    Powiem, jaki przebieg miało całe zajście związane z rozmową p. Olkiewicza z T. Zielezińskim. 3.11. w godzinach rannych przyszedł do biura komendanta p. Tomasz z wnioskiem o wyłączenie nas z prowadzenia sprawy, bo zachodzi obawa mataczenia. Powiem szczerze, że czułem się, jakby ktoś wylał mi kubeł zimnej wody na głowę. Wniosek został przyjęty i przesłany do prokuratury. Prokurator postanowieniem z dnia 8.11. nie wyłączył nas z prowadzonego śledztwa, uznając wniosek za niezasadny. Gdy p. Tomasz wyszedł z komisariatu, poszedłem do p. Olkiewicza (był tam również p. Szpruch) i to ja poprosiłem p. Olkiewicza, żeby zatelefonował do pp. Zielezińskich i poprosił o spotkanie. Miało ono na celu wyjaśnienie rodzinie tylko tego, że mogą spodziewać się po nas obiektywizmu. Tak samo jak rodzinie, tak i nam zależało na tym, by sprawa została wyjaśniona. Wiem dobrze, że brat mógł dotrzeć do różnych kręgów i mieć informacje przydatne dla nas. Podkreślam, że policja ma prawo spotykać się w komendzie, jak i poza komendą, i nie widzę w tym nic złego.
    Pan Olkiewicz powiedział nieprawdę TVN i Polsatowi twierdząc, że takiej rozmowy nie było. Tłumaczył mi potem, że obawiał się, iż media mogą to nagłośnić i spowodować, że ktoś będzie podejrzewał nas o spotkanie pozakulisowe w celu wywierania nacisków. Taka rozmowa była i do spotkania miało dojść, to jest rzecz niekwestionowana.
    K. SIKORA: Jeżeli policjant ma prawo spotkać się poza komisariatem, to co za problem było pojechać do domu pp. Zielezińskich i spotkać się w kulturalnych warunkach, a nie proponować spotkanie w samochodzie.
    P. GOLICKI: Jaki inny cel miałby p. Olkiewicz, spotykając się?
    A. JÓZEFIAK (przew. komisji): Tomasz się obawiał tego, że będą mu grozić, kazać się wycofać, bo tam są zbyt "grube ryby". Tak mi tłumaczył jako sąsiadowi. Obawiał się, że zostanie sterroryzowany.
    P. GOLICKI: Dla przeciętnego człowieka to może tak wyglądać - przyłapano policjanta na kłamstwie. Nie mogę sobie wyobrazić, żeby w dzisiejszych czasach, w sytuacji, gdy człowiek był w stanie krytycznym, policja może chcieć zastraszyć, zamataczyć. Prosiłem p. Olkiewicza, by spotkał się i porozmawiał jak człowiek, ponieważ zna się z rodziną bardzo dobrze i jako policjant nie widzę nic złego w tym, żeby takie spotkanie odbyło się w samochodzie. Ale na pewno odbiór tego może być negatywny. Ludzie się zrazili, bo przyłapali policjanta na kłamstwie. Później już w programie TVN nie wyjaśniamy okoliczności, jest tylko uderzenie w p. Olkiewicza. Jeżeli prowadzący p. Wrona używa wielokrotnie określeń "siła lokalnych układów", to jakie ma on dowody na to, że będzie ona silniejsza niż litera prawa?
    E. SKRZYPEK (przew. Rady Miejskiej): Czegoś tu nie rozumiem. Państwo przesłuchiwaliście p. Tomasza i on nie wiedział, kto to zrobił?
    P. GOLICKI: Nie, nie wiedział.
    E. SKRZYPEK: A teraz wie?
    P. GOLICKI: Myślę, że wie.


    E. SKRZYPEK: Przesłuchaliście państwo kolejnych świadków i nikt nikogo nie wskazał?
    P. GOLICKI: W pewnym momencie, gdzieś nad ranem już tak.
    E. SKRZYPEK: Czy nieżyjący już p. Przemysław coś powiedział, bo mówiono, że był półprzytomny?
    P. GOLICKI: Dla dobra śledztwa nie powiem, co. Mówił to zresztą swemu bratu, ale w obecności policjantów.
    Sprawa na pewno jest czysta, mieliśmy kontrolę z Poznania i kontrolerzy, którzy mam nadzieję, nie są w sitwie, nie dopatrzyli się żadnych objawów matactwa. Uważam, że jeśli chodzi o kwestię bezstronności, nie mamy sobie nic do zarzucenia. Natomiast w kwestiach procesowych zawsze mogą wystąpić drobne uchybienia. Krzywdzące było dla nas kilkakrotne używanie przez red. Wronę sformułowania "siła lokalnego układu". Co to jest ta siła lokalnego układu?
    S. WABNIC (burmistrz): Jeśli rzeczywiście jest choć jeden człowiek, który wierzy, że w Ostrzeszowie jest sitwa to, moim zdaniem, należy go przesłuchać, żeby to było bezstronne - przez policję zewnętrzną. Jeśli jest podejrzenie, że są układy lokalne, które chronią, w związku z tym jest pytanie - czy panowie musicie prowadzić tę sprawę?
    P. GOLICKI: Stanowisko komendanta wielkopolskiego jest takie, że nikt lepiej od nas tego nie zrobi. Też tak uważam, chociaż szczerze powiem, że bardzo na rękę byłoby nam wyłączenie, ale we wstępnej fazie nie było podstaw, bo fakt zamieszania w bójkę syna naszej pracownicy nie był znany. Nikt bardziej nie dotrze do tego środowiska niż my. Przecież taka sprawa dla Ostrowa czy Kępna to byłoby niechciane dziecko - potraktują to po macoszemu, puszczą akt oskarżenia. Zrobiliśmy bardzo dużo, zgromadziliśmy materiał, który uprawdopodabnia popełnienie przestępstwa. Współczujemy rodzinie zabitego, ale również osobom i rodzinom tych, którzy są pomawiani. Nie zdajemy sobie sprawy, jak ciężko jest żyć z piętnem pomówienia o zabójstwo.
    K. SIKORA: Czy odniesie się pan do wystąpienia policjanta, który w programie "Interwencja" mówił incognito na temat policji?
    P. GOLICKI: Po takim programie prokuratura powinna wszcząć z urzędu śledztwo. Nie wszyscy lubią p. Olkiewicza. To, że nie lubią go przestępcy, mnie nie dziwi, bo p. Olkiewicz ma wielkie zasługi w tym względzie, za co nie jest lubiany przez szerokie grono społeczeństwa. Przyjechał do pracy w niedzielę nie po to, by mataczyć, ale że jest policjantem z krwi i kości. Jako naczelnik sekcji osobiście przesłuchiwał i bardzo dobrze, że się tym zajął, bo dlatego sprawcy po 10 godzinach zostali ujęci.
    J. GÓRA (radny): Pan Olkiewicz jest pracownikiem bardzo oddanym. Bez niego pion kryminalny w Ostrzeszowie leży. Chciałbym, żeby przy okazji tej sprawy popatrzeć na te puby, na młodzież. Powinny się znaleźć w takich miejscach służby patrolowe i profilaktyka polegająca na zatrzymywaniu kilku praw jazdy.
    E. SKRZYPEK: Jeżeli się mówi o matactwach sitwy, to pytam, czy jestem jej członkiem, bo jestem członkiem tej władzy?
    S. ODROBIŃSKI (radny): Jesteśmy w Ostrzeszowie, coś się wydarza, przyjeżdża telewizja. Niestety, to wrażenie pozostaje. Na pewno istnieją procedury w policji, które wyjaśnią, czy p. Olkiewicz mataczył. Najwięcej mówi się o tym, że jest sitwa i że w zdarzeniu uczestniczyły dzieci prominentów. U większości osób takie wrażenie pozostaje i nic się na to nie poradzi. Ale jest część osób, która czeka na rzetelną informację. W tym widzę rolę mediów.
    P. GOLICKI: Jako komenda bardzo współczujemy rodzinie Przemysława Zielezińskiego i prosimy o to, żeby obdarzyła nas większym zaufaniem.
*
    Czy państwo mi wierzycie? - zapytał nadkomisarz Golicki na zakończenie spotkania z radnymi. Pytanie spotkało się z milczeniem, co może oznaczać ograniczone zaufanie do słów wypowiadanych przez zastępcę komendanta, a może jeszcze bardziej do możliwości policji w rozwiązywaniu nabrzmiałych, trudnych spraw.

    W drugiej części posiedzenia komisji radni skupili się nad problemem skutecznego przeciwdziałania patologiom, które niosą ze sobą niebezpieczeństwo powtórzenia się tragedii, jaka stała się udziałem P. Zielezińskiego. Przewodniczący komisji A. Józefiak zwrócił uwagę na proceder sprzedaży narkotyków, stwierdzając, że wystarczy zapytać młodzież, aby się dowiedzieć, gdzie można je nabyć, a policja albo o tym nie wie, albo nie jest w stanie przeciwdziałać. Sugerował, że trzeba bardziej przeniknąć do środowisk młodzieżowych, poznać je, ich subkultury.
    Co innego wiedzieć, a co innego udowodnić komuś rozprowadzanie narkotyków - stwierdził nadkom. P. Golicki. Zresztą wykrywalność w tym względzie się zwiększa. Czy to dobrze, czy źle? - pytano. Rozgorzała wymiana poglądów na temat. Głos w tej sprawie zabrał również kierownik Wydziału Oświaty Starostwa Powiatowego - Ryszard Szymański. Wymienił punkty, w których najczęściej dochodzi do handlu narkotykami. Przypomniał też o prowadzonej w ubiegłym roku akcji kontrolowania lokali w czasie godzin lekcyjnych. Ich efekty okazały się nader bogate. Sprawa jednak upadła, bowiem pedagodzy szkolni uczestniczący w tych patrolach (obok policji i straży miejskiej), musieli później składać zeznania na policji i w sądzie.
    "Jeśli był świadkiem przestępstwa, a takim jest picie alkoholu przez młodzież, to musi zeznawać" - ripostował z-ca komendanta.
    Każdy chce być dobry kosztem tolerancji najgorszego zła - warto zapamiętać to mądre zdanie, które także padło w dyskusji.
    Pytano też, dlaczego właściciele lokali nie zabezpieczają ochrony wewnątrz i na zewnątrz. Mówiono o monitoringu, który powinien obowiązywać w lokalach i w innych miejscach. Radni przyznali, że policjantów jest za mało, ale ważne też, by ci, którzy są, częściej pieszo patrolowali miasto, a dzielnicowi potrafili nawiązać kontakt z mieszkańcami.
    Komendant P. Golicki obiecał podjęcie przez policję zasygnalizowanych przez radnych spraw i postulatów. Wiadomo jednak nie od dziś, że zawsze łatwiej coś obiecać niż później zrealizować, tym bardziej, że jak zgodnie przyznano, w ostatnich latach bardzo zliberalizowało się prawo na korzyść przestępców.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

t.4u.pl/cgi-bin/s.cgi-i=czasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">