Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 51


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





DZIEŃ, W KTÓRYM WYPŁYNĘŁY KAMIENIE

    Był poniedziałek, 29 listopada. Pogoda, jak w trakcie całej tegorocznej jesieni, sprzyjała pracom budowlanym, dlatego też w najlepsze prowadzono remont ostrzeszowskiego basenu. Nagle któryś z robotników spostrzegł na jednym z wielkich granitowych głazów jakiś dziwny napis. Po chwili wszystko staje się jasne - te ciężkie, czarne kamienie, to nagrobki, zaś umieszczone na nich napisy w języku niemieckim jednoznacznie zaświadczają, że zostały tu przywleczone z cmentarza ewangelickiego.


    Konsternacja, zdziwienie... Dyrektor OSiR - Jerzy Juja szybko podjął decyzję o zabezpieczeniu znaleziska. Z pomocą przyszedł mu kierownik "Zacisza" - Tadeusz Cudniewicz. Tak oto w krótkim czasie sześć granitowych kamieni zostało za pomocą koparki wyszarpanych z błotnistej skarpy i umieszczonych z dala od zgiełku robót. Po oczyszczeniu z piasku i resztek betonu można stwierdzić, że odzyskane granitowe bloczki zachowały się w wyjątkowo dobrym stanie: wszystkie są w całości - nie ukruszone, nie pęknięte, co najwyżej niektóre napisy są lekko zarysowane. Treść tych napisów niemal zawsze zaczyna się od słów: "Hier ruht in Gott" (Tutaj spoczywa w Bogu). Kolejne zdania (kaligrafowane gotyckim pismem) też przypominają te z polskich cmentarzy, np.: "nasza droga żona i matka..." Nazwiska zmarłych pewnie niewielu osobom coś dzisiaj powiedzą. Dużą historyczną wartość znaleziska podkreślają daty wypisane na nagrobkach. Zakładając, że granitowe kamienie zostały umieszczone w niedługim czasie po pogrzebie, można przypuszczać, że pochodzą z końca XIX w. - bowiem najstarsza data śmierci wypisana na tablicy to 1895 r., zaś najnowsze, widniejące na kilku kamieniach to 1899 r. Zatem bez wątpienia mamy do czynienia z rzeczami zabytkowymi, które przez dziesięciolecia tkwiły w ostrzeszowskim basenie.


    Nasuwa się pytanie - kto i kiedy dokonał tego barbarzyństwa, kradzieży czy nawet świętokradztwa? Świadkowie tamtych dni sugerują, że stało się to w "sławetnych" latach 50-tych. Basen był wówczas w zarządzie Gospodarki Komunalnej, na której czele stał pewien znaczący (tak przynajmniej o sobie myślał) towarzysz - wielki komunista - jak słyszę od rozmówców. To w jakiejś mierze wyjaśnia głupotę i beztroskę w podejściu do rzeczy sakralnych. Powiedzmy jednak i tę bardziej bolesną prawdę, że w tamtych latach - krótko po wojnie - zapewne było społeczne przyzwolenie na niszczenie wszystkiego, co stanowiło własność poniemiecką. A cmentarz ewangelicki i dzisiaj przez niektórych nazywany jest "niemieckim". Można tylko ubolewać, że ten bezsensowny akt wandalizmu w ogóle miał miejsce. O głupocie tamtych towarzyszy "targających" cmentarne kamienie niechaj świadczy fakt, że blisko 300-kilogramowe, cenne głazy sprowadzili po to, aby załatać nimi maleńki kawałek murku, stanowiący umocnienie brzegu basenu. Znaczenia budowlanego nie miało to żadnego, za to czarny granit pasował przy betonie jak "kwiatek do kożucha", nieraz wzbudzając zaciekawienie kąpiących się ludzi. Wreszcie po 50 latach, przy okazji przeprowadzanego na basenie remontu, nastał dzień, w którym "wypłynęły" kamienie, a wraz z nimi trochę prawdy o tamtych poplątanych czasach.


To właśnie w tym miejscu były umieszczone nagrobne kamienie.

    Jaka będzie przyszłość odzyskanych nagrobków, zależy teraz od zarządców cmentarza ewangelickiego w Ostrzeszowie. Władze miasta zadeklarowały bowiem, że przekażą je prawowitym właścicielom.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

szowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">