Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2005 rok\Numer 05


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





KARA ZA NIEUDZIELENIE POMOCY

    Było to 14 września 2004 r., w Bierzowie. Edyta Starosławska, uczennica I klasy LO jechała rowerem w stronę domu, zawiodły hamulce i wyjechała na główną drogę, uderzając w bok jadącego tamtędy "Żuka". O zdarzeniu tym, w kontekście nieudzielania pomocy i zlekceważenia tego przez policję, która czyn ten uznał za niepodlegający karze, pisaliśmy na naszych łamach.


Edyta z rodzicami

    Niemal 4 miesiące po wypadku, 25 stycznia br., w Sądzie Rejonowym w Ostrzeszowie odbyła się rozprawa przeciwko Sławomirowi O. - kierowcy "Żuka", obwinionemu o nieudzielenie pomocy poszkodowanej rowerzystce. Sławomir O. był też pierwszym odpowiadającym na pytania zadawane przez prowadzącą rozprawę sędzinę Dorotę Lamek. Z wyjaśnień jego rysował się następujący obraz zdarzenia:
    "Jechałem do sklepu w Ostrzeszowie, spiesząc się, by zdążyć przed 17.00. Na skrzyżowaniu w Bierzowie pokrzywdzona wjechała w mój samochód. Zatrzymałem się i wyszedłem sprawdzić, co się stało. Zobaczyłem rowerzystkę wstającą z ziemi, znaną mi z nazwiska. Trochę jej pomogłem wstać. Powiedziała, że sama dojdzie do domu. Trwało to może minutę. Dziewczyna miała draśnięcia na twarzy, trochę krwawiła. Na miejscu zdarzenia byłem zdenerwowany, jakby zamknięty w sobie. Nie martwiłem się o stan zdrowia pokrzywdzonej. Dopiero gdy przyjechałem do domu, puściły mi nerwy i opowiedziałem rodzinie o zdarzeniu. Wtedy zacząłem się martwić o pokrzywdzoną. Potem przyjechała policja, zrobiono mi badania alko-testem, które wykazały 0,04 i 0,03 promila alkoholu, ponieważ wypiłem jedno piwo."
    Dalej, odpowiadając na pytania sądu Sławomir O. przyznał, że nie kontaktował się z rodziną poszkodowanej, choć należało to uczynić, tym bardziej, że dobrze zna rodziców dziewczyny, a od policji dowiedział się, że przebywa ona w szpitalu.
    Jako druga zeznawała przed sądem Edyta Starosławska.
    "Jechałam do domu. Dojeżdżając do skrzyżowania chciałam zahamować, ale coś popsuło mi się przy hamulcu. Nie widziałam nadjeżdżającego "Żuka", bo przy drodze rosły krzewy. Zobaczyłam samochód w ostatniej chwili, chciałam zjechać w lewo, by go ominąć, ale nie udało się. Uderzyłam w "Żuka". Chyba się przewróciłam, niezbyt pamiętam, co się stało. Jak odzyskałam świadomość, zauważyłam, że leżę na plecaku, a rower znajduje się na moich nogach. Widziałam, że "Żuk" zwalnia, ale się nie zatrzymał. Byłam zamroczona, miałam pokrwawioną twarz, wstałam, pozbierałam swoje rzeczy i poszłam w kierunku domu. Przy drzewie chyba zemdlałam i upadłam. Gdy odzyskałam przytomność, poszłam dalej, zauważyłam mężczyznę. Ze zdenerwowania nie mogłam wydobyć głosu, zaczęłam machać rękami, by mi pomógł..."
    Mężczyzną tym był Józef Górecki, który również złożył przed sądem zeznania w tej sprawie:
    "Było to ok. godz. 16.00. Pracowałem na budowie u Jacka Kubiaka, gdy zobaczyłem idącą od strony przystanku autobusowego dziewczynę, prowadzącą rower. Szła z trudem. Zszedłem z rusztowania, gdy się zbliżyłem zauważyłem, że jest zakrwawiona na twarzy. Spytałem, co się stało. Powiedziała, że potrącił ją samochód. Była w szoku, prosiła mnie o pomoc. Zaprowadziłem ją do domu Kubiaka. Była tam jego teściowa, która zadzwoniła na pogotowie..."
    W szpitalu dziewczynka spędziła cztery dni. W wyniku wypadku doznała złamania nosa i innych obrażeń twarzy. Miewa też zawroty głowy, niespełna dwa tygodnie po zdarzeniu zasłabła w czasie lekcji i znów na trzy dni trafiła do szpitala.
    Warto zauważyć, że na koniec Sławomir O. przeprosił za wszystko pokrzywdzoną, zaś do sądu zwrócił się z prośbą o łagodny wyrok.
    Wyrok w tej sprawie odczytano tuż po przerwie i chyba nie jest on zbyt surowy. W uzasadnieniu sędzia D. Lamek powiedziała:
    "Sąd, uznając winę obwinionego, wymierza mu karę 700 zł grzywny i środek karny w postaci zakazu prowadzenia pojazdów samochodowych na okres 6 miesięcy. Zdaniem Sądu orzeczona kara i środek karny odniosą skutek wychowawczy oraz zapobiegawczy i uchronią w przyszłości od podobnego wykroczenia. Stopień społecznej szkodliwości czynu zarzucanego obwinionemu jest duży. Obwiniony zostawił na miejscu zdarzenia osobę małoletnią, ranną, będącą w szoku po tym zdarzeniu. Sąd wziął pod uwagę również zachowanie obwinionego po zdarzeniu, tj. fakt nieinteresowania się stanem zdrowia pokrzywdzonej. Przy wymiarze kary i środka karnego Sąd uwzględnił też okoliczności łagodzące, jak dotychczasowa niekaralność obwinionego za przestępstwa i okazaną skruchę."
    Orzeczony wyrok nie jest prawomocny, gdyż Sławomir O. ma prawo się od niego odwołać i niewykluczone, że z tego prawa skorzysta.
***
    Nieudzielenie pomocy osobie poszkodowanej w wypadku w żadnych okolicznościach nie powinno ujść bezkarnie. Nie wydaje się, aby orzeczona w tej sprawie kara była zbyt surowa. Satysfakcjonuje ona jednak poszkodowaną i jej rodziców z uwagą przysłuchujących się rozprawie, a co najważniejsze - przywraca im wiarę w sprawiedliwość. Dodajmy jeszcze, że prokuratura zajęła się tą sprawą dopiero po zażaleniu złożonym przez rodziców dziewczynki.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

zasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">