Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2005 rok\Numer 21


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Pedro Demosen w Ostrzeszowie: Uzdrawiająca energia z Filipin

    Medycyna naturalna, zwana inaczej niekonwencjonalną, wciąż budzi spore emocje i kontrowersje. Jedni są święcie przekonani o jej skuteczności, inni podchodzą do niej z daleko posuniętym sceptycyzmem, wręcz obawą. W każdym razie, nie można traktować jej z przymrużeniem oka, jako zjawiska marginalnego. Nie tak dawno gościł w Ostrzeszowie filipiński uzdrowiciel Pedro Demosen.


Organizm jak bateria
    Na Filipinach, za sprawą wioskowych jasnowidzów zaraz po przyjściu dziecka na świat wiadomo, czy dysponuje ono nadprzyrodzonymi zdolnościami.
    - Tego nie można się nauczyć od początku do końca. Oczywiście można to rozwijać, ale generalnie jest to dar - wyjaśnia Marta Zacharczuk, pełniąca w Polsce funkcje asystentki i tłumaczki Demosena. - Pedro już jako dziecko miał świadomość, że ma ten dar. Aby wykonywać ten zawód, trzeba być człowiekiem dojrzałym emocjonalnie. Dlatego zaczął uzdrawiać, kiedy był już dorosły, po dwudziestym roku życia.
    Dla naszego kraju został odkryty 8 lat temu, kiedy po raz kolejny prezentował swoje umiejętności (wykonując m.in. sławetne bezkrwawe operacje) na dorocznym Kongresie Medycyny Naturalnej, odbywającym się w Bazylei. Tam wypatrzył go i postanowił zaprosić do Polski redaktor czasopisma "Uzdrawiacz". Od tego czasu P. Demosen przyjeżdża tutaj 5 razy do roku na kilka tygodni. Jego pacjenci to w znacznej części osoby kierujące się rekomendacjami swoich znajomych bądź członków rodzin. O Ostrzeszowie dowiedział się, będąc w Kępnie czy Krotoszynie.
    - Tutaj nigdy nie byliśmy, więc postanowiliśmy wyjść ludziom naprzeciw. Pierwsze kroki są bardzo trudne. Ludzie nie wiedzą, czego się spodziewać. Trzeba dopiero zapracować na dobrą opinię, a to wymaga czasu - twierdzi M. Zacharczuk.
    Metoda lecznicza stosowana przez Demosena nosi nazwę "spiritual healing" (uzdrawianie duchowe) i polega na dostarczeniu organizmowi energii, której z różnych przyczyn mu brakuje i tym samym nie jest w stanie skutecznie walczyć z zagrożeniami. Odbywa się to przez dotyk.
    - Jest to metoda nieinwazyjna, polega na uruchomieniu sił obronnych organizmu. Energia powoduje, że wprowadza się go z powrotem na tory właściwego funkcjonowania - tłumaczy Zacharczuk.
    Organizm ludzki można porównać do baterii, która czasem wymaga doładowania, ale też ma ograniczoną pojemność. Uzdrowiciel wyczuwa moment, kiedy, mówiąc wprost, nie da się już wtłoczyć większej dawki tejże energii i przerywa zabieg.

Prawda czy tylko reklama
    Co ciekawe, nie stan, w jakim znajduje się pacjent, ma decydujące znaczenie, ale jego nastawienie.
    - Nie choroba jest przyczyną, że nie można pomóc, ale raczej człowiek. Dużą rolę odgrywa psychika, która ułatwia proces zdrowienia lub go blokuje - przekonuje M. Zacharczuk.
    W związku z tym najlepsze efekty uzyskuje się u dzieci.
    - Dzieci, tak jak zwierzęta, przyjmują tę energię bez żadnych zastrzeżeń.
    Nasza rozmówczyni wspomina przy tym przypadek rocznej dziewczynki z Krotoszyna, która od urodzenia cierpiała z powodu braku odruchu połykania. Uniemożliwiało jej to nie tylko normalne przyjmowanie pokarmu, ale nawet przełykanie śliny. Dziecko musiało więc być cały czas podłączone do aparatury odsysającej. Na pierwszym zabiegu u P. Demosena dziewczynka pojawiła się kompletnie bezwładna, dosłownie przewieszona przez ramię matki. Podczas drugiej wizyty, która odbyła się dwa miesiące później, była już w stanie samodzielnie siedzieć, a ślinę wystarczyło odsysać tylko raz dziennie. W karierze Demosena nie brakuje jednak także wielkich sukcesów na polu leczenia osób dorosłych, a nawet będących w podeszłym wieku. 84-letniej mieszkance Piły lekarze dawali ledwie miesiąc życia. Orzekli, że znajduje się w terminalnym stadium nowotworu, rozwijającego się w jamie ustnej. Dodatkowo cierpiała na zanik krążenia krwi w nodze, którą zamierzano amputować. Łapiąc się ostatniej deski ratunku, córka wzięła kobietę na przepustkę ze szpitala i zaprowadziła do Pedra. Wystarczyły ponoć dwa zabiegi w ciągu jednego dnia, aby ustąpiły wszystkie opisane wyżej dolegliwości. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że są to mocno naciągane historyjki upowszechniane w celu reklamy działalności, z której czerpie się określone dochody, ale...
    W czasie swojej pierwszej bytności w Ostrzeszowie, filipiński uzdrowiciel nie zetknął się z aż tak dramatycznymi przypadkami. Pacjenci zgłaszali dość typowe dla naszej współczesności dolegliwości związane z kręgosłupem, stawami, układem krążenia. Nie brakowało kobiet i mężczyzn chcących skontrolować się w zakresie specyficznych dla obu płci chorób.

Nadzieja i wiara
    -Wszystkie te sposoby leczenia, tzw. medycyna naturalna, wracają do łask. W niektórych schorzeniach okazuje się, że jest to alternatywa dla medycyny uniwersyteckiej - mówi, pragnący zachować anonimowość, mieszkaniec Ostrzeszowa.
    -Za nasze zdrowie jesteśmy w stanie dać wszystko. Każdy, komu coś dolega, próbuje się ratować i każdy sposób, który prowadzi do celu, uważany jest za dobry. Przyszedłem tutaj z nadzieją, że wyłożone pieniądze w czymś pomogą, a jak będzie, to się okaże. Pieniędzy już się nie odzyska.
    Mężczyzna przyznał, że decydując się na wizytę u uzdrowiciela, nie kierował się ślepą wiarą w efektywność takiej terapii. Jest to dla niego jeden ze sposobów polepszenia swojego stanu zdrowia.
    - Wierzę w takie niekonwencjonalne metody. Kiedyś sama jeździłam do uzdrowiciela i mi pomógł - wyznała z kolei Iwona Roszykiewicz, która przyprowadziła swojego 9-letniego syna Pawła. - Przyszłam tu z dzieckiem, bo ma do usunięcia trzeci migdał. Nie mówię, że wierzę w to w stu procentach, ale chciałabym, żeby mu to pomogło, żeby nie musiał cierpieć, ponieważ usunięcie trzeciego migdała jest dość bolesne.
    Pani Iwona wybrała się do bioenergoterapeuty z racji nerwicy.
    -Nie wiedziałam w sumie, co się ze mną dzieje, a po jednej takiej wizycie jakby wszystko przeszło, jakby ręką odjął.
    A jakie wrażenia wyniósł z wizyty Paweł?
    -Dość fajne. Nic nie bolało. Nie warto było się bać.

Nie rezygnować z opieki medycznej
    Według słów M. Zacharczuk, 99% zgłaszających się do Demosena pacjentów to osoby, na których zastosowano już wszelkie możliwe metody leczenia konwencjonalnego.
    - Są to ludzie, którzy mają całe teczki dokumentacji, którzy są pod kontrolą lekarską.
    W tym kontekście często pojawiającą się kwestią są relacje panujące pomiędzy lekarzami i, ogólnie rzecz biorąc, bioenergoterapeutami.
    -Idealną sytuacją byłaby współpraca i tak dzieje się w wielu krajach. W Polsce, niestety nie. Dlatego mówimy, że nie wolno rezygnować z opieki lekarskiej, brać przepisane lekarstwa, stosować się do wszelkich zaleceń. Jeżeli sytuacja się poprawia, można zmniejszać dawki leków czy rezygnować z niektórych, ale tylko pod kontrolą lekarza - podkreśla M. Zacharczuk. - Naszym pacjentom wręcz zakazujemy rezygnowania z opieki medycznej.
    Jej zdaniem, bioenergoterapię należy traktować jako wspomagającą, nie zaś nadrzędną formę leczenia. Ona sama skuteczność terapii naturalnej ocenia na 70-80%.
    -Nigdy nie 100%, nigdy nie zapewniamy, że na pewno. Każdy jest inny i nie można do każdego przykładać tej samej miarki.
    Pamiętajmy o tym, decydując się na wizytę u tzw. uzdrowiciela.

Łukasz Śmiatacz


1994 - 2007 © Borkow

.pl/cgi-bin/s.cgi-i=czasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">