Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2005 rok\Numer 32


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Dzwon Jana Pawła II


    Jeszcze tylko ponad miesiąc, a ze szczytu Kobylej Góry rozlegnie się bicie dzwonu ofiarowanego przez mieszkańców Ziemi Ostrzeszowskiej ukochanemu przez wszystkich Polaków Janowi Pawłowi II. Jeśli jeszcze nie przyłączyłeś się do tworzenia tego wspólnego dzieła, a chciałbyś to uczynić, czekamy na Twoją ofiarę. Możesz wrzucić pieniądze do puszki, która znajduje się w redakcji "Czasu Ostrzeszowskiego", możesz za 80 groszy kupić naklejkę z wizerunkiem Krzyża, obok którego stanie dzwon, możesz za 4zł kupić płytę, którą od wtorku znajdziesz w większości punktów sprzedaży "CzO", a także w "Samotni" i naszej redakcji, możesz wreszcie przekazać pieniądze, wpisując się do księgi ofiarodawców.
    Czekamy na Ciebie, stań się fundatorem Dzwonu Jana Pawła II.


    Kilka dni temu wybraliśmy się do Taciszowa, gdzie powstaje nasz dzwon. Chcieliśmy być pewni, że już się tworzy, chcieliśmy podzielić się naszymi wrażeniami z czytelnikami "Czasu".

Zanim się narodzi...
Ludwisarze z dziada pradziada
    Trafiamy do ludwisarni p. Zbigniewa Felczyńskiego w Taciszowie koło Gliwic. Rodzina Felczyńskich z "dziada pradziada" zajmuje się odlewaniem, choć należałoby raczej powiedzieć tworzeniem dzwonów. Pracownie Felczyńskich będą obchodziły w 2008 roku 200-lecie istnienia. Z pokolenia na pokolenie przekazywane są tajemnice kunsztu wytapiania dzwonów. Pierwsza ludwisarnia powstała w Kałuszu koło Lwowa. W ciągu 200 lat historii ludwisarze Felczyńscy przeżywali wiele zarówno radosnych, jak i smutnych chwil życia pracowni. Po Kałuszu kolejne pokolenia zakładają ludwisarnie w Przemyślu, a następnie już w latach 70. XX wieku m.in. w Taciszowie. Powstające dzwony upamiętniają określone wydarzenia. Tak będzie i teraz. Oto tu narodzi się Dzwon Jana Pawła II, którego dźwięk popłynie z najwyższego wzniesienia Wielkopolski koło Krzyża Jubileuszowego.


Państwo Zbigniew i Bogda Felczyńscy

    Wchodzimy do ludwisarni. Pasjonującą opowieść rozpoczyna p. Bogda - żona p. Zbigniewa, która między innymi jest autorem zdobień dzwonów. Spotykamy tu także jeszcze kilku pracowników odpowiedzialnych za prawidłowe wykonanie dzwonu. Państwo Felczyńscy przenieśli się tutaj z Przemyśla, lecz nie zapominają o swoich korzeniach. Do wyrobu form przywożą glinę z tej samej górki, co pradziadek Zbigniewa. Wtedy uczucia serdeczne dają o sobie znać, bo to jest tak, jakby wkraczało się do domu rodzinnego. Wtedy ten kawał gliny staje się ukochaną ziemią, do której można się przytulić. Pracownia, do której weszliśmy, to miejsce, gdzie...

Czas się zatrzymał...
    Receptura przygotowywania i odlewania dzwonów sięga wieków i do dziś właściwie nic istotnego nie uległo zmianie. Dostrzegamy wykonane w ziemi jamy odlewnicze, stary poczciwy piec do topienia metali. A to wszystko w bogatej szacie przyrody - do tego jeszcze powrócimy. Owszem, jest też element nowoczesności - projektowanie komputerowe. Lecz tak naprawdę cały kunszt narodzin dzwonu pozostaje w rękach ludwisarza. Po prostu, do wykonania dzwonu trzeba mieć praktykę i talent. Nie wystarczy wiedzieć z literatury fachowej o odlewnictwie. Na nic też w tym wypadku i najnowocześniejsza technika czy komputery - tu trzeba tego "czegoś", co trudno nawet nazwać. Ludwisarz z formą rozmawia, z piecem rozmawia, z gliną rozmawia. Wie, jak tworzyć odpowiednią formę, jak ją suszyć, jak glina ma być gęsta, jak układa się w ręce, jak metal w formie bulgocze. To są tajemnice, które trzeba posiąść samodzielnie i przez lata.

Bo czym właściwie jest dzwon?
    Dzwon to instrument muzyczny konstruowany w oparciu o rezonans częstotliwości tonu. Rezonans ów, zwany "pogłosem", powstaje po uderzeniu serca dzwonu o jego czaszę. Im jest on dłuższy, tym lepsza jakość dzwonu. W tym tkwi jedna z najważniejszych umiejętności ludwisarza, a stara "receptura" powstawania dzwonów gwarantuje piękną barwę dźwięku. Zanim usłyszymy tę niepowtarzalną, jedyną w swoim rodzaju "melodię", trzeba zagłębić się w tę krainę dostępną tylko dla tych, którzy ukochali tworzenie dzieł sztuki ludwisarskiej. To cudowne, że jest nam to teraz dane.

Forma odlewnicza - szablon, rdzeń, dzwon fałszywy, kapa
    Dla każdego powstającego dzwonu konstruowana jest forma odlewnicza. Posiada ona już w sobie - zgodnie z kanonami sztuki - tzw. "żebro", które nadaje rodzącemu się dzwonowi określony dźwięk. W tym specyficznym instrumencie muzycznym ukrytych jest aż 50 różnych tonów, przy czym charakterystyczne tony poboczne dźwięczą - zgodnie z teorią muzyki - od prymy w interwałach oktawy dolnej i górnej oraz tercji i kwinty.


    Forma odlewnicza składa się z trzech części. Każda zaś część jest wykonywana ściśle z przyjętymi zasadami. Formę odlewniczą ludwisarz rozpoczyna od przygotowania metalowego szablonu. Szablon nadaje kształt przyszłemu dzwonowi. Wnętrze szablonu wylepione gliną, uformowane rękami, obracając się wokół własnej osi, kształtuje tzw. "rdzeń dzwonu". To pierwszy etap przygotowywania formy. Na tak przygotowany rdzeń nakłada się izolację, która posłuży później do oddzielenia kolejnego fragmentu formy. Izolacja ta to specjalna pasta nałożona na glinę, ułożone cienkie deseczki dębowe, metal i łój. Razem z szablonem tworzą "kloc".


    Następuje druga część konstruowania formy. Przygotowuje się tzw. "dzwon fałszywy", czyli ten, który ustąpi miejsca prawdziwemu dzwonowi w trakcie wytopu. Na uformowany rdzeń z izolacją nakłada się warstwy gliny, a następnie dekoracje: ornamenty, napisy i wizerunki wykonane z wosku. Przykleja się wszystkie te elementy masłem.


Forma korony dzwonu

    Teraz rozpoczyna się wykonywanie trzeciej części formy. Jest nią tzw. "kapa". Tworzy ją najpierw dwadzieścia lub więcej warstw gliny rzadkiej jak farba i nakładanej pędzlem. Z tego wynika, że glina nie może być prosto z ziemi, nie może być z kamieniami. Jest też odpowiednio wyrabiana. Obecnie pomagają w tym maszyny, ale kiedyś przygotowywano glinę mieszając ją po prostu rękami lub udeptując nogami. Do tak urobionej gliny dodawane są komponenty, jak trociny i np. ... końskie łajno. Te naturalne składniki sprawią, że powstaną kanaliki, którymi będą uchodzić gazy podczas wylewania dzwonu. Kapa będzie miała jeszcze następne warstwy utworzone z ręcznie nakładanej i formowanej palcami gliny. Tak kończy się ostatni etap tworzenia formy odlewniczej, ale rzecz jasna nie powstawanie całego dzwonu.

Wysoka temperatura
    Przygotowana forma wysycha. Trwa to długo, bo glina musi wyschnąć sama. Dopiero, gdy forma jest już całkowicie sucha, rozpala się specjalne pomieszczenie i przez dwie doby forma podgrzewana jest w temperaturze 2000 C. Wtedy elementy zdobnicze z wosku, a także łój, roztapiają się i wypływają. Po tej operacji można rozdzielić poszczególne części formy dzwonu: rdzeń, "dzwon fałszywy" i zewnętrzną kapę. Kapa wewnątrz odwzorowuje jakby negatyw przyszłego kształtu dzwonu wraz z jego zdobieniami. Aby utwardzić glinę, z której kapa jest wykonana, tak, by przy zalewaniu formy metalem owe zdobienia nie zostały uszkodzone, wnętrze kapy wypełnia się słomą. Następnie słomę w odpowiednich warunkach podpala się i pozostawia tlącą przez szereg dni. Tak ostatecznie wypala się ta część formy dzwonu. W trakcie tego procesu temperatura sięga około 7000 C.

W jamie odlewniczej - jak w średniowieczu


W jamie odlewniczej

    Kolejny etap to umieszczenie formy w jamie odlewniczej. Forma dzwonu połączona z formowaną koroną dzwonu (czyli elementem służącym do zawieszenia dzwonu) zostaje umieszczona wewnątrz jamy, którą się zasypuje. Ziemię ubija się tłuczkiem co parę centymetrów, aby szczelnie przylegała do formy. Jest to ważne, gdyż roztopiony metal o temperaturze 12000 C mógłby wszystko po prostu rozsadzić. Raz jeszcze można przekonać się, że i tu cały sposób przygotowania formy dzwonu do zalania metalem nie ma nic wspólnego z nowoczesnością. Tak właśnie przecież wytapiano wiele starych narzędzi i przedmiotów. Sięga to czasów średniowiecza, a nawet jeszcze wcześniejszych. Okazuje się, że dawne sposoby z odległych czasów zgoła nic nie straciły na wartości. Przeciwnie: częstokroć biją na głowę najlepszą współczesną technikę.

Gdy piec "gada"


Piec odlewniczy

    Dalsze powstawanie dzwonu prowadzi do uruchomienia pieca odlewniczego. Rozpalanie pieca trwa trzy doby. Rozpala się go drewnem liściastym: dębem, bukiem lub brzozą, potem dodaje się koks. Gdy piec już odpowiednio "gada", rozpoczyna się topienie metali. Otwór wylewowy w piecu zamyka się od środka stalowym czopem. Do pieca wrzuca się miedź, cynę, potem znów koks i znów metale. Tajemnicą ludwisarzy jest to, co jeszcze można "dorzucić", aby uzyskać odpowiedni głos dzwonu (np. srebro, ołów). Po około 6 - 8 godzinach roztopiony spiż zostaje rozlany do kilku naraz form odlewniczych. Podczas jednego bowiem spustu uzyskuje się około trzech ton metalu. Z tej ilości można powołać do życia od 5 do 8 dzwonów w zależności od ich ciężaru.

Kosmetyka
    Po ostygnięciu, a potem wydobyciu z jamy oraz z formy nowo powstały dzwon zostaje poddany ostatecznej kosmetyce. Jest szlifowany i malowany. Otrzymuje okucia, serce i ... może ruszać w świat, by cieszyć i pełnić swą misję.

W romantycznej scenerii
    Najlepszym czasem na odlewanie dzwonów jest lato: noce są stosunkowo chłodniejsze względem dnia, ciśnienie atmosferyczne nocą jest większe, do tego trochę wiatru. Stąd lepsze warunki do powstawanie formy i do samego odlewania dzwonu. Dlatego najczęściej dzwony odlewane są właściwie nocą. Blask roztopionego metalu, a do tego rozgwieżdżone niebo, tworzą scenerię niezapomnianego uroku i romantyczności. Zatem, jak widać, i sama przyroda ma swój udział w powstawaniu tego dzieła.

Jest już forma naszego dzwonu!


Jest już forma naszego dzwonu

    Oglądamy teraz z panią Bogdą stojące w innym pomieszczeniu gotowe dzwony - większe i mniejsze - pyszniące się już całym swoim blaskiem i pięknem. Są tu też przygotowane wcześniej formy gotowe do odlewu. Pośród nich stoi jedna, szczególnie dla nas droga. To forma przygotowana już dla "Dzwonu Jana Pawła II", który będzie rozbrzmiewał na Kobylej Górze. Wygląda imponująco, bo też wcale niemały narodzi się z niej dzwon. Będzie miał przecież 800 kg. Oby mogło to stać się jak najszybciej!

Dzwony bliskie sercu
    Pani Bogda kończy swą opowieść wyznaniem, że każdy dzwon jest dla niej i jej męża wielką radością. Każdy ma w ich sercu swoje miejsce. Darzą także wielkim sentymentem stare dzwony, a mają tutaj dzwony z XVI i XVIII wieku. Ciekawe: są też dzwony z początku XX wieku, a nawet powojenne, zatem niby nie stare, ale już nie do użytku. Jest tak ze względu na materiał wykorzystany do produkcji, lub "śmierć" dzwonu, to znaczy jego pęknięcie. Nie jest to muzeum dzwonów, ale żal jest państwu Felczyńskim zniszczyć je lub przetopić. Każdy z nich ma swoją historię, dlatego tak sobie stoją i pewnie z nutą nostalgii patrzą na te nowo powstające.


    Wracamy do domu pełni wrażeń. Było nam dane zobaczyć z bliska nie tylko rzemiosło, lecz doświadczyć prawdziwego kunsztu, artystycznej wręcz twórczości ludwisarskiej. Mogliśmy też zobaczyć i dotknąć tak bliską naszym sercom gotową formę "Dzwonu Jana Pawła II", a w niej wyobrazić sobie sam dzwon i jego głos.

Ks. Mirosław Litwinowicz
fot. Stanisław Szmatuła


1994 - 2007 © Borkow

src="../stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi-i=czasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">