Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2005 rok\Numer 47


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Johnny Rawls & Boogie Boys w Ostrzeszowie:
Szła dzieweczka do laseczka w rytmie boogie

    Wiele już można było zobaczyć i usłyszeć, uczestnicząc w ostrzeszowskich koncertach bluesowych. Ciągle jednak należy się liczyć z możliwością wielkiego zaskoczenia. Takowym był bez wątpienia występ trio Boogie Boys, jaki odbył się 16 listopada w kinoteatrze "Piast".


    Zespół utworzony przez Bartka i Szymona Szopińskich oraz Michała Cholewińskiego dał show, jakiego łatwo się nie zapomina. Zapowiadało się na dość spokojny, wręcz kameralny występ, ponieważ panowie zasiedli do instrumentów w nienagannie skrojonych, czarnych garniturach sugerujących raczej konserwatywne nastawienie do muzycznej materii. Rychło okazało się jednak, że to tylko pozory, a słowo "boogie" użyte w nazwie znakomicie koresponduje z wykonywanym repertuarem. Temperatura na scenie rosła z minuty na minutę. Wirtuozerskie popisy w połączeniu z niezwykle dynamicznymi utworami dały niesamowity efekt. Nawet osoby, którym obca jest raczej forma aktywności zwana tańcem, nie były w stanie spokojnie usiedzieć w swoich fotelach. Podstawową część koncertu zwieńczył pokaz, w odniesieniu do którego śmiało można użyć określenia "gwóźdź programu". Któż z nas nie zna piosenki "Szła dzieweczka do laseczka"? Boogie Boys postanowili jednak pokazać, jak wielki potencjał energetyczny w niej drzemie. W pewnym momencie M. Cholewiński wstał od swojego instrumentu, podszedł do B. Szopińskiego i wtedy dopiero się zaczęło. Gra na cztery ręce to tylko drobny fragment tego, co muzycy nam zaprezentowali. Udowodnili, że grać można nawet stojąc na krześle czy też zamiast rąk używając... nóg. Całości dopełniła fantastyczna solówka na perkusji w wykonaniu najmłodszego członka grupy i jednego z najmłodszych "bębniarzy" w naszym kraju S. Szopińskiego. Na bis usłyszeliśmy wiązankę rock'n'rollowych standardów: "Great balls of fire", "Twist and shout" i "Everybody love somebody". Publiczność jeszcze długo skandowała nazwę zespołu oraz komplementy w rodzaju "jesteście świetni!". Bracia Szopińscy opuścili scenę jednak tylko na chwilę. Powrócili bowiem jako zespół towarzyszący muzykowi, który miał być gwiazdą tego wieczoru, amerykańskiemu gitarzyście i wokaliście Johnny'emu Rawlsowi.
    -Kocham tego muzyka o czarnym odcieniu skóry za to, że tak cudownie, tak pięknie potrafi śpiewać bluesa, ale uwielbiam i kocham go jeszcze bardziej, kiedy stoi za mikrofonem i swój czas poświęca dla muzyki duszy - mówił etatowy konferansjer ostrzeszowskich koncertów Andrzej Jerzyk.


    I rzeczywiście, chociaż J. Rawls rozpoczął swój występ od słów "Let's get the blues go on!" to później uraczył nas także sporą dawką soulu. Oprócz kompozycji autorskich gość zza wielkiej wody zagrał własne wersje znanych przebojów m.in.: "Hount dog", "Blue suede shoes", "Johnny be good", "Sweet home Chicago" i "People get ready". Koncert nie należał do najdłuższych. Trwał niewiele ponad godzinę i zwieńczony został zaledwie jednym bisem. Komuś, kto nie był wówczas w kinoteatrze "Piast", może wydawać się to nieco dziwne. Przecież to właśnie Amerykanie tworzą muzykę najbliższą sercu bluesfana. Tym razem jednak byliśmy świadkami triumfu twórczości w pełni rodzimej, choć, rzecz jasna, inspirowanej klasyką zza oceanu. O Johnnym Rawlsie bardzo dobrze świadczy fakt, że do towarzyszenia mu podczas polskiej części europejskiej trasy koncertowej wybrał właśnie Boogie Boys. W Ostrzeszowie musiał jednak uznać wyższość młodszych kolegów, co bynajmniej nie oznacza, że zaprezentował się słabo. Zagrał na wysokim pod względem profesjonalizmu poziomie, ale w jego występie zabrakło nieco tej odrobiny szaleństwa i prawdziwego entuzjazmu, tj. elementów wyraźnie widocznych u Boogie Boys.

Ł. Śmiatacz


1994 - 2007 © Borkow

zowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">