Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2005 rok\Numer 50


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Rozmowa z Michałem Bajorem: JESTEM WIERNY SWOJEJ MUZYCE

    Nie po raz pierwszy przyjechał do Ostrzeszowa i przedstawił tutejszej publiczności niezapomniany koncert, oparty na swoich najpiękniejszych piosenkach. Zanim jednak MICHAŁ BAJOR pojawił się na scenie, była okazja do krótkiej rozmowy z artystą.


    Aż nie do wiary, że minęło już 30 lat od Pańskiego debiutu.
    Nawet więcej, bo już 32 lata temu wystąpiłem na festiwalach z Zielonej Górze i w Sopocie. Tak to się zaczęło. A później różne inne koncerty, festiwale i szkoła teatralna...
    Ale początki związane były z piosenką?
    Zaczęło się od piosenki, bardzo szybko był też film, bowiem w wieku 17 lat debiutowałem u Agnieszki Holland w filmie "Wieczór u Abdona". Był to również jej debiut filmowy. Mile wspominam ten film, bo grałem u boku Beaty Tyszkiewicz - heroiny polskiego kina. Później zdałem do szkoły teatralnej. Na czwartym roku zacząłem podśpiewywać, porwał mnie teatr Ateneum, tam wystąpiłem z piosenkami Brechta. Następnie był festiwal piosenki aktorskiej we Wrocławiu, Breli, wiele koncertów i festiwali, w tym ten najważniejszy dla mnie - Sopot 86.
    Wtedy też tak na dobre rozpoczęła się Pańska współpraca z Włodzimierzem Korczem.
    To była połowa lat 80. - Młynarski, Korcz, Stokłosa, potem dochodzili inni kompozytorzy i autorzy. Nagrałem też dużo płyt, dotąd wyszło ich 14. Tak się składa, że pierwsza, jeszcze analogowa, nazywała się "Michał Bajor Live" i ta ostatnia też została nagrana live, z tym że jako dwupłytowy album CD.
    Przez tyle lat występów uzbierało się mnóstwo piosenek. Czy są wśród nich takie mniej lubiane, które w trakcie koncertu sprawiają kłopot?
    Bywają piosenki, za którymi nie przepadam i muszę się czasami zmuszać, by je zaśpiewać, bo jakiś kontrahent prosi, aby włączyć je do koncertu. A ponieważ jest on zleceniodawcą, więc czasami muszę zaśpiewać taką piosenkę. Ale przecież w swoim życiu zaśpiewałem ponad 300 piosenek i nikt mnie do tego nie zmuszał. Nie są to utwory, do których czułbym jakieś obrzydzenie.


    W takim razie powiedzmy o tych ulubionych.
    Nie umiem ich wymienić, jest ich za dużo, przynajmniej kilkadziesiąt. Na pewno do nich należą te, które wykonuję w jubileuszowym programie, które są na płycie. Myślę, że nie ma żadnego artysty, który wymieniłby jedną najulubieńszą piosenkę. Nie wierzę, aby Maryla Rodowicz wymieniła tylko "Małgośkę" lub "Niech żyje bal" czy Edyta Geppert - "Kocham cię życie". Co innego publiczność, fani mają swoje ulubione piosenki. Bardzo często przychodzą po koncercie i mówią, że tej czy tamtej zabrakło. Ale żeby zadowolić wszystkich, musiałbym śpiewać z 60 piosenek.
    Z kim najchętniej Pan współpracuje?
    Z wszystkimi ludźmi, którzy wymienieni są na płycie. Proszę pamiętać, że moja niezależność i status wiekowy polega na tym, że pracuję z bardzo wieloma autorami i kompozytorami. Monika Brodka czy jakaś osoba, która debiutuje, może mieć ulubionego autora. Moja wieloletnia już obecność na scenie sprawia, że jest kilkunastu kompozytorów i autorów, których utwory bardzo cenię. Nie muszę śpiewać utworów kogoś, kto je do mnie przysłał. Chociaż zdarza się, że na kolejnych płytach znajdują się autorzy wywodzący się z ruchu amatorskiego.
    Czy zna Pan tych ludzi?
    Nawet gdy kogoś nie znam, to go poznaję, chociażby przy okazji koncertów, które odbywają się w miejscowościach, skąd ci ludzie pochodzą. Kilka takich utworów włączyłem do swego repertuaru.
    Czy jest wśród nich jakiś przebój?
    Na ogół nie, chociaż jeden przebój mógłbym wymienić - jest to "Nie chcę więcej" ze słowami Dariusza Rogalskiego - jedna z moich najważniejszych piosenek.
    Jest Pan aktorem i piosenkarzem, proszę powiedzieć co jest Panu bliższe?
    Michał Bajor. Absolutnie jestem Michałem Bajorem. Sądzę, że będąc tak długo na scenie, zyskałem sobie znak jakości wśród tych, którzy chcą mnie słuchać i wśród tych, co nie chcą. Nie czuję się ani piosenkarzem, ani aktorem. Czy to jest Neron, czy rola w teatrze, w filmie, czy na estradzie - myślę, że w tej chwili ludzie idą "na Bajora". Każdy artysta, który istnieje na scenie od wielu lat, zyskuje sobie widzów. Moi widzowie są niezwykle wierni, przyprowadzają na koncerty nowe pokolenia. Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam wielu bardzo oddanych fanów i oni dla mnie są też bardzo ważni.


    Wspomniał Pan o roli Nerona, jak wczuwał się Pan w tę postać?
    Bardzo łatwo, dlatego że lubię grać takie neurasteniczne role. Zawsze mnie angażowano do tego typu "dziwnych" postaci, lecz praca była bardzo satysfakcjonująca. Od początku, od zdjęć próbnych wiedziałem, jak i kogo chcę zagrać.
    Czy jest Pan usatysfakcjonowany tą rolą?
    Z roli jestem zadowolony, z filmu nie - był za długi, zbyt nużący. Gdyby zrobiono z niego bardziej wartką opowieść, byłby hitem światowym.
    Czy w naszych, zabieganych czasach łatwo być artystą?
    Na pewno nie jest łatwo. Jednak konsekwencja w dążeniach sprawia że jest łatwiej, bo jestem wierny swojej muzyce i wierny swojej publiczności. Nie karmię jej skandalami wokół swojej osoby i różnymi rewolucjami scenicznymi - to procentuje. Nie zapominajmy, że są może cztery osoby prezentujące ten rodzaj muzyki: legendarna Ewa Demarczyk, Geppert, Turnau i ja. Reszta to raczej popowi artyści. Mamy swoją publiczność i... śpimy spokojnie. Pstre kariery młodziutkich gwiazdek popu są jak meteory - rok, dwa i spadają. Winne są tu wytwórnie, które ich wyzyskują. Z drugiej strony trudno jest być artystą w tej nowej demokracji, trzeba mieć za sobą nie tylko autorytet, ale i sponsorów. Nam - artystom już niezależnym, w średnim wieku, jest troszeczkę wygodniej i łagodniej.
    Słów kilka o ostatniej płycie.
    Są to przeboje, moje najwierniejsze piosenki, które towarzyszą mi od wielu lat.
    Rozmawiamy przed koncertem w Ostrzeszowie, więc muszę zapytać, czy był Pan już tutaj?
    Tak, wystąpiłem na Festiwalu Piosenki Nieobojętnej "Baszta" z minirecitalem. To było chyba osiem lat temu, pamiętam, że wystąpiła po mnie Renata Przemyk. Pozostały mi po tym występie bardzo dobre wspomnienia, wierzę, że tak samo będzie po dzisiejszym koncercie.
    Dziękuję za rozmowę.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

cgi-bin/s.cgi-i=czasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">