Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2006 rok\Numer 26


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





"Obywatelu, nie pieprz bez sensu"

    Długo wstrzymywałem się od ustosunkowania się do pisma dyr. ZZOZ w Ostrzeszowie p. Henryka Sicińskiego zamieszczonego w Waszej gazecie, w której naubliżał radnym od dyletantów, a mnie nazwał "człowiekiem o mentalności dowódcy plutonu egzekucyjnego".
    Myślałem, że p. dyrektor ma na tyle kultury i będzie wiedział, kiedy przestać. Jednak za sprawą jego kolejnych wypowiedzi na mój temat, po prostu muszę się do nich odnieść.
    Otóż pisząc mój list, zamieszczony na Waszych łamach, spodziewałem się ostrej odpowiedzi, nie przewidziałem jednak, że będzie to odpowiedź tak niekompetentna, mająca na celu poniżenie człowieka i wielu, Bogu ducha winnych, radnych. Widać nie jest p. Sicińskiemu obca odpowiedzialność zbiorowa, chlapnął Dadaczyński, dostali radni (złapali na szmuglu ojca, wystrzelali całą rodzinę, a czemu nie?) i w tym miejscu rodzi się pytanie, komu jest bliższa La Passionaria, przecież to ona mówiła, że lepiej wsadzić stu niewinnych niźli wypuścić jednego winnego, podobnie tutaj, lepiej przyłożyć wielu radnym niźli przepuścić jednemu.
    Ponadto pragnę zauważyć, że p. Siciński zarzucił mi, że zabieram głos w sprawach, na których się nie znam i to, że byłem obecny tylko 1 godzinę. Prawda jest taka, że na owej nasiadówce za nasze pieniądze byłem obecny od godz. 10.00 do godz. 13.30, a więc w tym miejscu p. dyrektor mocno minął się z prawdą. Jednocześnie muszę wyrazić swoje zdziwienie faktem, że p. dyrektor zarzuca mi dyletanctwo, a sam nie stara się oddalić moich zarzutów w sposób kompetentny. Chętnie bym się dowiedział, dlaczego dyr. twierdzi, że jestem dyletantem (jest, bo jest?). Jednak zamiast merytorycznej odpowiedzi dowiedziałem się, że jestem dowódcą plutonu egzekucyjnego, który po godzinie obecności na nasiadówce za społeczne pieniądze wyszedł, bo nie rozumiał, o czym ona jest. Otóż dla wiedzy czytelników - nie byłem tam jako radny, gdyż nie zostałem na tę nasiadówkę za nasze pieniądze zaproszony, tylko jako mieszkaniec zainteresowany losem szpitala i dlatego też list do redakcji podpisałem tylko nazwiskiem i imieniem. Uważam, że mam prawo poddać w wątpliwość przykłady, jakimi próbowano przekonać uczestników do prywatyzacji, tj. podając przykłady udanej prywatyzacji szpitali w osiemdziesięciotysięcznych miastach czy szpitali specjalistycznych. Mam też prawo poddać krytyce fakt, że nie przedstawiono mi zagrożeń płynących z prywatyzacji i nie poparto go przykładami oraz nie przedstawiono mi szpitala, który działa w tych samych warunkach jak nasz i nie boryka się z takimi jak nasz problemami, a przykład taki jest 18 km od Ostrzeszowa i nie potrzeba szukać go na drugim końcu Polski (w Ełku), a w końcu (i to może było największym powodem irytacji p. dyrektora), mam prawo domagać się od starosty ogłoszenia konkursu na stanowisko zajmowane przez obecnego dyrektora. No cóż, dyrektor jaki jest, każdy widzi, tylko kto, i ważniejsze, moim zdaniem, dlaczego pozwala mu na takie zachowanie? Starożytny szewc podpalił świątynię, natomiast, moim zdaniem p. dyrektor doskonale wznieca w sobie ogień nienawiści, gdyż tych, którzy ośmielają się go krytykować (i tych milczących radnych też), nie waha się obrażać, jest pewnie przekonany o swojej nieomylności. Pewnie nieobca jest mu inna mitologiczna postać z lusterkiem.
    Na koniec dla zobrazowania wypowiedzi p. dyrektora chciałbym przedstawić czytelnikom, a p. dyrektorowi zadedykować pewien obrazek satyryczny Andrzeja Mleczki, jaki widziałem na wystawie zatytułowanej "W kolejce po Mleczko", a prezentowanej w Galerii Fotografii we Wrocławiu. Przedstawiał on hipopotama kopulującego z zajączkiem, a pod obrazkiem widniały słowa: "Obywatelu, nie pieprz bez sensu".

RYSZARD ROMUALD DADACZYŃSKI
MIESZKANIEC POWIATU


1994 - 2007 © Borkow

owski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">