Czas Ostrzeszowski

  »  Strona główna


  »  Archiwalne numery
  »  Ogłoszenia drobne
  »  Reklama
  »  Prenumerata elektroniczna

statystyka

R    E    K    L    A    M    A



Numer 4/2007 - Czas Ostrzeszowski - Regionalny Tygodnik Informacyjny
Pierzok w Bierzowie

    Jeszcze kilkanaście lat temu spotykanie się w celu skubania gęsiego pierza było czymś normalnym i naturalnym. Teraz pierzok to wydarzenie coraz rzadsze, zwyczaj kultywowany przez najzagorzalszych zwolenników tradycji. Są jednak miejscowości, których mieszkańcy nie mają zamiaru zrezygnować z tej formy spędzania długich zimowych wieczorów. Jedną z nich jest Bierzów.


    Na zaproszenie pani Małgorzaty Wawrzyniak odpowiedziało kilkanaście osób, w tym jeden przedstawiciel płci brzydkiej - pan Stanisław Piotrowicz. Grono to przez dwa grudniowe tygodnie zbierało się codziennie w miejscowej sali OSP, by przez co najmniej 7 godzin pracować, rozmawiać, żartować, krótko mówiąc, mile i pożytecznie spędzać czas. Pierze przeznaczone do obróbki pochodziło od 20 gęsi. Uzyskane 6 worków białego puchu posłuży jak zwykle do wyrobu poduszek i kołder. Pierzoki z reguły odbywają się w domach organizatorów. M. Wawrzyniak postanowiła jednak wykorzystać salę OSP ze względów praktycznych, chcąc po prostu uniknąć bałaganu w swoim mieszkaniu. Dzisiaj pierzoki to wydarzenia znacznie spokojniejsze niż w przeszłości, co nie oznacza, że panuje na nich smętna atmosfera. Dla przykładu, jedno ze spotkań upływało jego uczestnikom na opowiadaniu dowcipów i to często dość pikantnych. Następnego dnia trzeba jednak było powściągnąć tego rodzaju zapędy, ponieważ nadszedł termin przedświątecznej spowiedzi.
    Ze wspomnień pań zgromadzonych w bierzowskiej sali wyłania się obraz dawnych pierzoków jako przede wszystkim imprez towarzysko-rozrywkowych z tańcami, śpiewami itp. Organizowano je w domach panien na wydaniu. Własna pierzyna stanowiła bowiem niezwykle istotny element posagu.
    - Pierzyna musiała być - twierdzi p. Bronisława Stanicka. - Żeby młodzi mieli się czym przykryć.


    Jako że wśród skubiących bywało sporo młodych dziewcząt, w pobliżu kręcili się adoratorzy. Ich obecność nie przyczyniała się jednak szczególnie do przyspieszenia pracy. Wręcz przeciwnie.
    - W karty grali i psocili - wspomina z uśmiechem B. Stanicka. - Wesoło było. Na porządku dziennym było zaszywanie rękawów w kurtkach upatrzonych panien, aby później śmiać się z ich kłopotów z ubieraniem.
    Wieść o pierzoku w Bierzowie dotarła nawet do starosty, który nie tylko odwiedził jego uczestników, ale nawet sam spróbował swych sił w niełatwej sztuce skubania. Za przykładem M. Wawrzyniak poszła p. Maria Wesołowska. U niej pracy było nieco mniej, ponieważ pierze pochodziło od 10 gęsi.

Ł. Śmiatacz



© 2003 - 2017 Czas Ostrzeszowski ®